2008/04/14

Podróż po Indiach

Wróciliśmy z naszej krótkiej (jak na rozmiary Indii) podróży. Kraj piękny, chociaż dla nas - Europejczyków - czasem szokujący. Szokujący rozwarstwieniem między biednymi i bogatymi i szokujący rzucającą się w pierwszym rzędzie biedą... To co w Bombaju nazywa się slumsami, jest normalnym miastem w innych częściach kraju... Tam z kolei tuż obok owych slumsów wyrastają drapacze chmur i piękne apartamentowce. Wszystko to z poszanowaniem zasad urbanistyki, przy którym nawet Warszawa jest miastem pięknym i zaplanowanym ;-)


Delhi

Zazwyczaj jako port docelowy, jest pierwszym miejscem styku z indyjską specyfiką. Ale jest dopiero przedsmakiem do całej reszty. Samo miasto jest nudne jak flaki z olejem w kontekście rzeczy wartych zwiedzenia, ale arcyciekawe jako miejsce życia wielkomiejskich tubylców. Odkąd wynaleziono smog, Delijczycy chętnie z niego korzystają, chroniąc się przed słońcem. Dzięki niemu pogoda zdaje się być zawsze mglista, więc słońce nie pali zbyt mocno. Stare Delhi wygląda jak na zdjęciu obok. W centrum widać czasem minioną świetność z czasów Imperium. Za to w nocy można sie poczuć niczym w Las Vegas. Nowe Delhi jest mało interesujące ze swoimi osiedlami i betonowymi klockami.


Kaszmir

Teren sporny z Pakistanem, przez co niebezpieczny. Rzeczywiście co kilka metrów na ulicy stoi uzbrojony wojskowy. Zdarzały się porwania i dzieją się czasem groźne rzeczy (ponoć kiedy tam byliśmy w jednym miast regionu zginęło w obławie 7 osób). Tu jednak zaczynają się Himalaje, a czas spędzony w wiosce (Srinagar) zbudowanej na palach na jeziorze i nocowanie w pływającym hotelu, wizyta o świcie na pływającym targu warzywnym i głos imama przed switem niesiony po wodzie są bezcenne.

Radżastan

Półpustynny stan, którego miasta i miasteczka mają forty, które były siedzibami maharadżów. O ile po zobaczeniu trzeciego fortu, wszystkie zaczynają sie robić identyczne, o tyle wiejska i miejska specyfika nigdy się nam nie nudziła. Nawet mimo że różnokolorowe starówki nie mają kanalizacji, a zapach z rynsztoków w słońcu nie jest pociągający...


Uttar Pradesh

W tym stanie znajduje się jeden z "must-see", czyli Taj Mahal w mieście Agra oraz Varanasi. Varanasi to święte miasto Hindusów. Woda Matka Gangi anuluje grzechy, a rozsypanie w niej prochów po kremacji uwalnia z cyklu reinkarnacji i gwarantuje bezpieczną miejscówkę w raju. Stosy właściwie nieprzerwanie palą się w dwóch miejscach (Manikarnika Ghat i Harish Handra Ghat). Kremacja jest ceremonią dostępną dla wszystkich, można podejść... Nie można robić jedynie zdjęć z bliska. Poza tym miasto znane jest częstych braków prądu i zdążyło nam się, że po zmroku zostaliśmy w labiryncie starówki w zupełnych ciemnościach (oświetlenie ulic to nie jest częsta sprawa...).

Bombaj

Miasto luksusu, czyli miasto taksówek (dwie na trzy popsuły nam się w drodze). Jest najbardziej europejskim miastem w Indiach. Jest tak europejski, że aż szkoda tam jechać, jeśli nie jest portem wylotowym, bo po co? Jest mały wyjątek: nazwijmy go - pralnią miejską, gdzie dziennie prane są usługowo tysiące rzeczy przez najbiedniejszych dla hoteli, restauracji, szpitali...




Na każdym kroku Indie potrafią zafundować dziwującemu się turyście niesamowite widoczki i scenki... I na tym polega ich urok, co tu dużo mówić...


Transport miejski

Tym, którzy się skuszą na wyjazd nie radzimy nawet próbować pożyczać samochodu i nim kierować. Indyjskie zwyczaje drogowe wyglądają na "róbta co chceta". Drogi i ulice wspólnie dzielą: stragany, ogromne ilości rowerów, riksz rowerowych, riksz motorowych, taksówki, krowy i inne zwierzęta, piesi, żebracy i bezdomni. W mieście nie jeździ się nie więcej niż 30 km/h. Nie ma wypadku, przy tej prędkości da się zapobiec każdej kraksie. Klakson jest właściwie w ciągłym użyciu. Wszyscy trąbią na wszystkich. Trąbię więc jestem. Komunikacja miejska jest nie do odszyfrowania dla obcego. Poruszać się po mieście najlepiej się samochodem z wynajętym z kierowcą, taksówka albo rikszą. Nie są to koszty wygórowane.

Transport regionalny

Na drogach i autostradach nie jeździ się szybciej niż 60 km/h. Bo drogą mogą iść krowy, ktoś może jechać pod prąd, prowadzić biznes, albo droga może się nagle zamieniać w polną. Przejechanie między trasy 250 kilometrów zajmuje około połowy dnia. Pociągi nawet jeśli są ekspresami również nie jeżdżą szybciej niż 60 km/h. Ich wygląd przyprawia Europejczyka o mdłości, nawet jeśli na co dzień musi oglądać i wąchać PKP. Na opisanie dworców słów nam brak. Ale 14 godzin podróży nocnym ekspresem na odcinku 600 kilometrów z kawałkiem jest niezapomniane... Naprawdę trzeba spróbować ;-) Przed wyjazdem najlepiej wynająć lokalne biuro, które zapewni samochody z kierowcą w poszczególnych miejscach (podzielimy się wypróbowanymi namiarami, jeśli ktoś kiedyś będzie potrzebował).

Każde średniej wielkości miasteczko w Indiach (od około półtora miliona mieszkańców wzwyż) ma lotnisko. Samoloty przejęły funkcję pociągów. Niektóre loty mają po trzy przystanki na trasie, gdzie pasażerowie wysiadają i wsiadają lub jadą dalej, a mimo to jest to najszybszy środek komunikacji ;-) I stosunkowo niedrogi. Podejrzewamy jednak, że to, co na drogach, ma swój odpowiednik w powietrzu. Samoloty nigdy nie przylatują i nie odlatują o czasie, więc nie należy planować na styk, ani tym bardziej przesiadać się.

Ludzie są generalni przyjaźni. Większość mówi po angielsku w stopniu umożliwiającym przynajmniej proste dogadanie się im z pomocą rąk. Zazwyczaj próbują trochę zarobić, co jest męczące, bo nie są w stanie pojąć, że po prostu nie potrzebujesz kolejnego szalu z paszminy albo 176 słonika do kolekcji i dlatego nie chcesz ich kupić. Im się wydaje, że barierą jest cena, więc gotowi są targować się i prowadzić dialog z twoimi plecami. Europejczyków może zdziwić ogrom kalek i ludzi po różnych nieszczęściach na ulicach. Są wytrenowani, żeby wzbudzać litość i wyciągać pieniądze (mogą nawet klepać piękną angielszczyzną różne formułki). Albo pozować do zdjęć za drobne kwoty...

Bonus homoseksualny, który dedykujemy Joannie Najfeld.

Homoseksualizm jest w Indiach nielegalny, gdyż jest "wbrew naturze". Jest to prawo z czasów panowania Brytyjczyków, jednak chyba jest władzom całkiem na rękę.... Jakoś tak (nie) naturalnie jest w tym kraju zbyt mało dziewczynek [bo jakoś tak dziwnie umierały przy porodzie] i w takim Bombaju na niewiele ponad 700 kobiet przypada 1000 facetów, a kontakty miedzy płciami są dość utrudnione dzięki sile tradycji, więc - na wzór zakładów zamkniętych - faceci by się zajeździli... Niemniej, jednak - niczym w krajach arabskich - kwitnie nieco schizofreniczna przyjaźń męsko - męska, która jest powszechnie akceptowana i nie wzbudza na ulicach niesmaku, a która pewnej granicy przekroczyć pod groźbą kary nie może... Życie prawdziwie gejowskie kwitnie natomiast w krzakach z braku innych możliwości.

2008/03/26

Zamknięte z powodu urlopu


Po powrocie fotorelacja. Pozdrawiamy.

2008/03/22

Święta, Święta

Wpadliśmy na pomysł świątecznych kartek okolicznościowych. Tradycyjny motyw zajączka i jajka nieco się mógł znudzić...

Wariant 1.

Wariant 2.


Najlepszym prezentem świątecznym będzie z kolei oryginalna chińska porcelana produkowana specjalnie na zamówienia z Polski.


Deser.

Szukając prezentu dla maluchów, które odwiedzimy w poniedziałek zajrzeliśmy do książeczki edukacyjnej. No i proszę. Dzieci mogą się z niej dowiedzieć, jak nazywać części swojego ciała. Mają więc usta nos, pupę itd. W miejscu siusiaka albo cipki wszystkie dzieci mają natomiast "płeć" (żółta kropka na zdjęciu). I tak dzięki sprytnemu zabiegowi autorów będą nam wyrastać geniusze, bo uda się im przyspieszyć o jakieś 8 lat wykształcenie umiejętności myślenia abstrakcyjnego. Że też nikt na to nie wpadł wcześniej...

2008/03/21

Trzeba zacząć obrażać

"Żądanie ślubów przez gejów i lesbijki jest realne i słyszy takie głosy środowisk homoseksualnych także w Polsce. - Bogu dzięki staram się nie mieć z nimi kontaktów. Ale te środowiska obrażają uczucia religijne katolików na swoich paradach i imprezach" - powiedział Joachim Brudziński.

Dyskusja z głupotą niepotrzebnie ją nobilituje, powiedział ktoś mądry. Dlatego nie będziemy dyskutować, ale obrażać tych wrażliwych katolików. Bo taki buc, jak ten powyższy, jest tego warty...

Tymczasem obrażalskim życzymy prawdziwie pedalskich Świąt.

Odgrzewane: gejowska impreza za kasę ministerstwa

Dziennik ze szczegółami opisuje imprezę Ministerstwa Pracy na zakończenie Roku Równych Szans, którą uświetniła drag queen Lea Divine.

Impreza była daleka od powagi nabożeństwa, co widac na pierwszy rzut oka:

"Lea, nie mogę się ciebie doczekać! Lea, kocham cię!" - wołał jeden z gości, wywołując wykonawców: Leę Divine i Petera Didencera. W końcu ukazała się Lea - mocno uszminkowany i upudrowany mężczyzna przebrany za barokową markizę. Tańczył(a) i śpiewał(a), od czasu do czasu namiętnie i długo całując swojego partnera w usta."

No co tu dużo mówić Lea Divine prezentuje estetykę na podobnym poziomie, co Doda. Ani wyżej, ani niżej (chociaż może Doda jest bardziej "profesjonalna" z racji budżetów). Nie do końca jesteśmy przekonani, że są to artystki nadające się na imprezę ministerialną z racji swoich niewysokich lotów. Skoro jednak zdecydowano, że są to czym tu się tak obruszać? Faktem, że skaczące w podskokach cycki tego przebrane faceta nie są prawdziwe? No właśnie fakt, że jednak jest to facet niektórych szokuje tak, iż krztuszą się własną śliną. Tylko w takim razie po jakiego kija zaproszono go ze swoim kiczowatym szoł na imprezę ministerstwa? Jak estetyka drag queen razi, to trzeba było zaprosić Eltona Johna... Podejrzewamy jednak, że Elton to za wysokie progi na te nogi...

Jaki to kiepski manager lub niekompetentny urzędnik nie mógł sobie poradzić z wynegocjowaniem prostego kontraktu na obsługę - powiedzmy "artystyczną" - imprezy ministerstwa? Normalnie, kiedy jedzie kapela grać w remizie albo na otwarciu centrum handlowego, to prosi się o przedstawienie odpowiedniego scenariusza i mówi "to wypada, bo jest kiepskie" Klient nasz pan, płaci, artystka się sprzedaje i musi słuchać albo wypad... Jak było tutaj?
I tu zmierzamy do sedna.

"Gdybyśmy zerwali umowę z zespołem, moglibyśmy narazić się na zarzut dyskryminacji ze względu na orientację seksualną jego członków. To kłóciłoby się z zapisami przygotowanego przez nas projektu ustawy o równym traktowaniu" - mówi rzecznik resortu Bożena Diaby."

Ale pierdolenie, myślimy sobie. Homofobia to nie renegocjowanie lub zerwanie kontraktu z powodu jego wątpliwej jakości lub niestosowności. Homofobia to lęki (homo-FOBIA). A lęki były następujące: jak sobie poradzić z tym dziwadłem, żeby nie pokazać, co o nim naprawdę myślimy.... Udajmy, że jest boski (Devine), to nikt się nie domyśli, że czujemy prawdziwą pogardę... Jak poczuje się, że jest święta krową, to ani on, ani nikt się nie domyśli. I tak prawdziwa homofobia pokazała się w całej okazałości.

2008/03/20

Ministra, która nam umknęła

Jeden z nas ma współpracowniczkę Ewę, która bardzo prosi, żeby nie tytułować jej dziennikarką tylko dziennikarzem. Pewnie chciałaby sobie w ten sposób jaj dodać, których brakuje jej dosłownie i w przenośni, ale i tak to nie wychodzi. Ot, taki puch marny. Przypomniało nam to postać pana Elżbieta Radziszewskiego, który jest pełnomocniKIEM ds. równego statusu kobiet i mężczyzn (Elżbiet to ładne imię, w domu wołają na niego Elżuś, ale tego nie lubi, bo brzmi babsko).

Elżbiet był prezentem Donalda z bagien dla płci pięknej z okazji 8 marca. Miał niezbyt dobry początek, ale się nie przejmuje, bo pewnie będzie lepiej. Dał po tym obszerny wywiad w Dzienniku, który zabrzmiał jeszcze bardziej niepokojąco.

1. Nie poszedł na manifę 8 marca, bo akurat jechał na rekolekcje i nie zamierzał zmieniać planów. A poza tym inaczej niż wszyscy uczestnicy ulicznego wydarzenia, nie był na nią zaproszony. A tak przede wszystkim, to nie czuje się mieszkanką Warszawy, żeby uczestniczyć w tego rodzaju przedsięwzięciach. Widać tym stołecznym babom poprzewracało sie w głowie, en province to się we łbie nie mieści takie cyrki spędzać.

2. Pyta dziennikarz (taki z jajami) czy Elżbiet wybiera się na Paradę Równości. Elżbiet bez żenady strzela, że nie, bo na rzecz równości trzeba działać, a nie paradować. I działa - wcześniej wspomina: "Czasem modlę się także w intencji jakiejś kobiety". No i świat się zmienia od tego działania tak, że się połapać nie idzie. Postmoderne nam wymodliła.

3. Misja programowa Elżbieta jest taka: "Popieram równość kobiet i mężczyzn z uwzględnieniem ich odmienności. Musimy pamiętać, że mamy swoje tradycje, a ja nie chcę na siłę ich zmieniać, bo we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek". No też w imię tradycji kobiety do garów, mężczyźni do lasów. Uszanujmy te różnice. Nie będzie też zmieniać modelu kobiety w podręcznikach. Mama Ali co ma Asa, dalej będzie zapierdalała ze ścierą, a tata wracał zmęczony po pracy. No może być też wersja nowoczesna, mama będzie bibliotekarką, a tata inżynierem.

4. Będzie strzegła kompromisu aborcyjnego, ktory jest kompromisem nad kompromisy. Kiedy jawnie prawicowy dziennikarz z niej się śmieje i mówi: "Skończmy z hipokryzją, to żaden kompromis. Po prostu jako większość narzuciliśmy swoją wolę. Tak się zresztą zawsze dzieje przy tworzeniu prawa", ona się zapiera, że to kompromis, bo nie jest po myśli Sobeckiej czy Jurka, ani po myśli Środy czy Szczuki.

5. Gorąco ma w pamięci, że Europa nie chciała urzędnika [Rocco Butiglione], który zamiast sprawować swoją funkcję pieprzył o homoseksualizmie jako grzechu. Dla Elżbieta był to przykład "laickiego zamordyzmu", który napawa ją lękiem, że "jak dalej pójdzie, to za publiczne przyznanie się do wiary i do wartości moralnych my, chrześcijanie, będziemy się czuli prześladowani jak na początku wieków". Nasze niedoczekanie, chciałoby się powiedzieć, chociaż widzimy pewną różnicę między zajmowaniem stanowiska urzędniczego i owym pieprzeniem farmazonów. Różaniec na palcu (cóż za gust!) Elżbiet niech se nosi. Ale kiedy ta bogobojna urzędnicza paszcza beczy, że "stanowisko Kościoła jest pięknie opisane w katechizmie i ja zgadzam się z każdym słowem tam zawartym", to byśmy ją jakąś Biblią w twardej oprawie po prostu zatłukli. Ha, taki niezłapany PowerGay (driven by The Holy Bible).

6. Parytet to rzecz kontrowersyjna. Wielu twierdzi, że jest równość płci i nikogo nie trzeba faworyzować mocą ustawy. A przede wszystkim skąd tyle mądrych bab wziąć? [
wieloletnie zaniedbania należy nadrabiać powoli - rzecze Elżbiet]. No właśnie skąd tyle mądrych bab wziąć, żeby mogły coś robić? I nawet do głowy mu nie przyjdzie, że parytet wymyślono po to, żeby administracyjnie zmusić do kształcenia i rozwijania kobiety. Inaczej przegrają z facetami.

7. Bardzo nas rozbawiło wyznanie Elżbieta, że
"prywatnie rzeczywiście lubię Romana Giertycha. Miałam okazję kilkakrotnie z nim rozmawiać i sprawiał bardzo miłe wrażenie". Podejrzewamy, że pan Elżbiet jest jednak heteroseksualną samicą - Elżbietą, która lubi jak ją się ostro za ryja weźmie i pokaże kto, gdzie rządzi.

Podsumowuje dziennikarz: "
Feminizmem się pani nie zajmowała, pornografią - też nie, była pani przeciw ustawie o równym statusie kobiet i mężczyzn, nie chodziła na Manify… Hm, może powinna pani zostać ministrem zdrowia, a na tym stanowisku znalazła się pani przypadkiem?" A Elżbieta dodaje skromnie: " Nie zajmowałam się też wspieraniem ruchów gejowskich."
Czy ona nie jest fantastyczna? Czekamy na pierwsze działania i ich wyniki.

2008/03/19

Cała Polska czyta dzieciom ;-)

Trochę się zapuściliśmy... Ostatnio stajemy na głowie i tańczymy na rzęsach, żeby zdążyć z rożnymi sprawami przed urlopem. Dzięki, że pamiętacie jeszcze o nas.

Tymczasem znaleźliśmy piękną historyjkę. Właściwie bajkę. Opowiada ją chłopak, który usłyszał ją od swojego kolegi podczas wizyty w Amsterdamie. Bajka jest nie do pomyślenia, więc postanowiliśmy ją po prostu przytoczyć. W całości jest tu.

(...) najbardziej niewiarygodną bajkę opowiedział mi pewnego wieczoru sam Berndt. Postaram się opowiedzieć ją tak, jak ją usłyszałem od Berndta.

To wszystko zaczęło się kiedy miałem jakieś pięć lat. Pamiętam tamten dzień doskonale. Wczesna jesień. Byłem na spacerze z mamą i tatą. Wtedy jeszcze mojej młodszej siostry nie było na świecie, ja byłem oczkiem w głowie rodziców. Goniłem wronę, gdy nagle moją uwagę przykuł bardzo przystojny i pięknie ubrany mężczyzna nadchodzący z przeciwka. Stanąłem jak wryty i patrzyłem na to zjawisko męskiej urody. Mężczyzna przystanął (dziś bym powiedział, że to był chłopak w naszym wieku, ale takiemu brzdącowi, jakim byłem, wydawał się bardzo dorosły) i przywitał się z drugim facetem, równie pięknym, który do niego podszedł. Widocznie byli tu umówieni. Uścisnęli sobie ręce i pocałowali się w usta. Objęli się na chwilę i, trzymając się za ręce, wolnym krokiem, uśmiechnięci, szczęśliwi, przeszli obok nas. Odprowadzałem ich wzrokiem aż do wylotu uliczki. Z rączki wypadła mi zabawka, którą niosłem. Tata kucnął koło mnie i podniósł pluszowego pieska.

- Co, syneczku? - zapytał.

- Tato, kto to? - odpowiedziałem mu pytaniem, patrząc wciąż za odchodzącymi facetami.

A tata uśmiechnął się i odrzekł takim dziwnym, uroczystym głosem, jakby uchylał przede mną rąbka ważnej i pięknej tajemnicy, jakby mówił o wyższej i lepszej rzeczywistości, niedostępnej dla zwykłych, szarych ludzi i dla takich berbeci jak ja:

- To geje.

Następnego mojego pytania się domyślasz:

- A kto to są geje?

I jak sądzisz, co odpowiedział mi ojciec? Chwilę się zastanawiał, ale ubiegła go mama, która ze śmiechem włączyła się do naszej rozmowy:

- Geje to tacy ładni, dobrze ubrani panowie, którzy dbają o swój wygląd. Nie tak jak twój tatuś, który najchętniej chodziłby cały rok w tych samych brudnych dżinsach.

Ojciec roześmiał się i odpowiedział mamie:

- Ale ja, kochanie, niestety nie jestem gejem. Musisz mi to wybaczyć. Nigdy nie będę taki ładny jak oni.

Pięciolatek myśli jeszcze mało abstrakcyjnie. Na przykład wierzy, że jak ktoś ma na nazwisko Kozioł albo Wrona, to naprawdę ma w sobie coś z wrony lub kozła. Z tego, co powiedzieli rodzice, zrozumiałem, że gej to mężczyzna urodziwy i dobrze ubrany. I wypaliłem:

- Ja też chcę być gejem!

Rodzice roześmieli się znowu, a ja nie wiedziałem dlaczego. Tata mnie przytulił, zrobił żałośliwą minę i westchnął:

- Eh, synku, to nie takie łatwe. Twój tatuś też kiedyś chciał być gejem, ale się nie udało.

- A co trzeba zrobić, żeby być gejem? - nastawałem.

- Trzeba być nie tylko bardzo przystojnym i ładnie ubranym, ale i mądrym. Dobrym dla innych. Trzeba się dobrze uczyć w szkole, żeby potem dobrze pracować i być cenionym przez ludzi - tłumaczył mi tata zupełnie serio. - Twojemu tacie nauka szła średnio, za ładny też nie jest, więc nie mógł zostać gejem. Tak jak wszyscy zwyczajni mężczyźni musiał ożenić się z mamusią i mieć z nią ciebie!

- I przez to mam teraz z wami same kłopoty! - śmiała się mama.

- A geje nie mają dzieci? - drążyłem temat.

- Oni nie zajmują się takimi przyziemnymi sprawami - powiedział tata. - Oni są artystami i najbardziej lubią przebywać w swoim własnym towarzystwie. Kochają się i żyją razem. Tak jak ci dwaj panowie, których widziałeś. Bardzo trudno się dostać między nich.

- To ja chcę być gejem! - powtórzyłem przekonany, że gej to istota piękna, elitarna, beztroska i uprzywilejowana.

- Słyszałeś, co tata powiedział? - mama nalegała, żebyśmy już szli. - Bądź grzeczny i pilnie się ucz, to może ci się uda zostać prawdziwym gejem.

- Może będziesz miał więcej szczęścia niż tata - ze śmiechem westchnął ojciec.

- No, w końcu wszyscy rodzice chcą, żeby ich dzieci miały lepiej niż oni - skwitowała mama.

Dziś wiem, że w ich głosie, śmiechu, minach było trochę ironii, ale tej sympatycznej. Pewnie sądzili, że taka odpowiedź będzie najlepsza dla pięciolatka. A ja w to uwierzyłem! Do tego stopnia, że kiedy w wieku 13 czy 14 lat przyszła prawdziwa świadomość, czym jest gejostwo, oraz świadomość własnego gejostwa, wcale się nie zdziwiłem. Byłem gotów przysiąc, że to dlatego, że byłem grzeczny dla starszych i pilny w nauce. Dobry dla kolegów i koleżanek. Czy byłem ładny? Na to nie miałem większego wpływu, ale najprzystojniejszy chłopak w szkole zaproponował mi przyjaźń, więc chyba byłem na tyle ładny, by wejść do tej rajskiej krainy zamieszkałej przez idealnych mężczyzn zapatrzonych tylko w siebie nawzajem i niezniżających się do pospolitości życia heteryków. W tych gejów-aniołów wierzyłem może nawet trochę dłużej niż przeciętnie dzieci wierzą w świętego Mikołaja.

A rodzice? Gdy przedstawiłem im mojego pierwszego chłopaka, nie byli ani trochę zakłopotani.

- Gratuluję, synu - ojciec klepnął po ramieniu mnie i Jorga. - Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.

I dodał coś o uczniu, który przerósł mistrza. Ale mama nie byłaby sobą, gdyby nie pomoralizowała:

- Cieszę się, synku. Będziesz miał ciekawe i przyjemne życie, ale to nie znaczy, że łatwe. Nie będziesz się musiał borykać z takimi problemami, jak ludzie mający dzieci, ale za to powinieneś być tym lepszy w swoim zawodzie.

Zapytałem, czy może jednak woleliby, żebym miał dzieci.

- Anna wygląda mi na taką, która będzie ich miała za was oboje - zażartował tata patrząc na moją siostrę.

- My, kobiety, zawsze jesteśmy pokrzywdzone - roześmiała się mama przytulając Annę.

Byłem dumny z rodziców przed Jorgiem. I wdzięczny, że do końca wytrwali w bajce, którą sami mi kiedyś opowiedzieli...

***

Niewiarygodne, prawda? Tymczasem Wiemy, że czasem zapuszczają się tu rodzice gejów i lesbijek szukając informacji, a może pomocy... Najnowsza inicjatywa Lambdy, w której przygotowanie jeden z nas był zaangażowany, będzie dla Was pomocna:

Stowarzyszenie Lambda uruchomiło Otwartą Grupę Wsparcia Dla Rodziców Osób Homoseksualnych. Spotkania Grupy będą odbywać się dwa razy w miesiącu: zawsze w drugi i czwarty czwartek miesiąca od 18:00 do 19:00. Chcemy, aby uczestnicy grupy mogli ze sobą rozmawiać otwarcie i szczerze o swoich problemach i obawach oraz dawać sobie wsparcie. Spotkania poprowadzi pani Elżbieta, mama geja. Współprowadzącą będzie Renata Romanowska, psycholożka i terapeutka. Aktualne informacje zawsze na stronie Lambdy

2008/02/19

Mój sen do Pana Kleksa

Tym przewrotnym tytułem zaczynamy top listę pytań i problemów, których rozwiązania szukali w internecie przypadkowi goście naszego bloga ;-)

Niekwestionowanym liderką jest cipka... Bo głównym problemem jest "co (można) włożyć w cipę (cipkę/ pipkę)". Intrygujący był też problem "jak trafić w cipkę" i edukacja "lizanie cipki przez faceta - instrukcja", "sposoby lizania cipki" albo "sztuka lizania cipki". Apelujemy i prosimy: napiszcie słowo, czy stanęliście na wysokości zadania.... Nagrodą jest odpowiedź na pytanie "jak nazywa się seks w cipę" oraz "czym można zastąpić cipkę". Fantazje seksualne zaś koncentrują się na: "badanie ginekologiczne - amator ( filmy/ fotki)", "narzędzia ginekologiczne w cipce". Rośnie też świadomośćzagrożeń: "czy lizanie cipy jest higieniczne" i "czy przez lizanie cipy można zajść w ciążę". Temat można podsumować temat nieco refleksyjnie: "cipki lizać i nie tylko", albo "różnorodność cipek"... Ktoś powinien wreszcie wziąć się i zorganizować "klub onanistów", bo jest całkiem duży popyt... Nie wiemy za to co sądzić o "ruchaniu teściowej", "ruchaniu w szpitalu", ruchaniu czyjejś żony" i byciu z "gołą cipką na imprezie". Niszowcy również mają swoje potrzeby: "sex bliźniaczki syjamskie"; prawdziwy hardcore zaś to "sex mężczyzny z maciorą"...

Kopiowanie wypracowań szkolnych ma się dobrze: "Aspiracje, marzenia i lęki młodego pokolenia" [może że Doda zniknie?]. Swego czasu popularna była "rozprawka (wypracowanie) Katyń", "Katyń dylematy moralne", albo "Katyń aspekt moralny i religijny", ale zdarzają sie też egzystencjalne gnioty pań polonistek typu "czy Antygona ma racje we współczesnych czasach". [obawiamy się, że nie dożyła]. Za to wiemy "czego boi się Dulska" [m.in. nas] i jak uporać się z pracą domową"napisz krotką bajkę dowodów wyższości higieny nad jej brakiem". Ciekawy jest za to temat "Jan Paweł II obrońca godności człowieka - rozprawka" i jakoś ni kija nam jedno do drugiego nie pasuje. Ale widać katechetki też nie są kreatywne: swego czasu popularne było "dzień papieski obrońca godności scenariusze", zaś nieco kontrowersyjne to "pozytywne aspekty krucjat"

Lubią nas też poszukiwacze "życia na gorąco", poszukiwacze "plotek i skandali", którzy chcą poczytać o "rozwodzie Rafała Ziemkiewicza", "Julii Piterze prywatnie", rozwodzie Marty Kaczyńskiej we wszystkich konfiguracjach oraz "Ziobro gejem" albo "co u kaczorów", "Patrycja Kotecka sex" albo "czy Magda x. była molestowana seksualnie?"

Luźne myśli bywają poważne: "film katyń urzekła mnie scena" [napisów końcowych?], "gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?"? albo poważne inaczej: "nie wyglądał na pedała", "mama i tata smerfusia", "smerfy i filozofia", "sprzedajne parówki", "wszystkie duszki poszły spać param pam pam", "cipy z naszej okolicy Grójca", "odór z kurnika", "ryczy albo do stóp się łasi"....

Na niektóre pytanie nie znamy odpowiedzi, bo skąd mamy wiedzieć "gdzie trzeba włożyć penisa, żeby mieć dziecko" albo jak nazywają się "maszyny do ładowania buraków na tiry"[Bolacy?], "zasady skladania na brzuszkowe". Nie posiadamy też "plakatu różaniec to skarb który trzeba odkryć". "Seksuologia gejów" oraz "ciało geja" sprawia wrażenie chęci bliższego poznania w sposób zakamuflowany. Mamy też prośby niespełnione: "szukam dupy do ożenku", "chcę obejrzeć tera straszny film 3"...

Fascynujące są rozmowy z googlem "modne słowa, co teraz jest.... no właśnie.. dżezi ;p?" "podaj składkę", "podaj nazwy środków odwoławczych".

2008/02/18

Ach, co to była za śmierć!

Dziś gazeta.pl uraczyła czytelników niezwykle poważną wiadomością:

Kobieta wypadła z 19 piętra siedziby ONZ

krzyczała pierwsza strona portalu.
Ale to i tak nic. Po kliknięciu linka otwierał się całkiem pokaźny artykuł, który z powagą informował, iż "45-letnia kobieta pojawiła się w biurze wcześnie rano". Intuicyjnie wiemy, że ta informacja może być znacząca i nadawać się na scenariusz thrillera.... Chciała lecieć o wschodzie słońca? Nie mogła spać tej nocy? Miała dużo pracy i musiała przyjść wcześniej? Te pytania już na zawsze pozostaną bez odpowiedzi... Dlaczego kobieta zmarła? "Przyczynę śmierci ustali sekcja zwłok" - chociaż to będzie pewne! Co ciekawe, "kobieta zginęła na miejscu", a przecież powinna przez te dziewiętnaście pięter zdążyć sie obrócić, żeby spaść na 4 łapy.

Aż dziwne, że nie pokazano flaków z roztrzaskanego ciała, można by się zastanawiać z czym kojarzy się czytelnikom powstała z nich plama. A nóż, zauważą w niej Matkę Boską lub Ojca Świętego. I tak oto jakieś świry w redakcji swoją bezmyślną twórczością trywializują śmierć, a potem się dziwują, nad kondycją ludu.

Chwilę potem na pierwszą stronę wszedł kolejny njuz:
Dziewczynka z czterema nerkami odda dwie potrzebującym. To naprawdę chwalebne. Będziemy wysyłać jej kartki na święta.

2008/02/15

Buraki podobno mają uczucia

Przeczytaliśmy właśnie w "Stołku" tekst o kolejnej obrazie uczuć... A właściwie o trosce i profilaktyce anty-obrażeniowej. Chodzi o to, że Miejskie Zakłady Komunikacji Autobusowej odmówiły wywieszenia w swoich - jakże komfortowych i punktualnych - pojazdach takiego plakatu reklamującego spektakl w Teatrze na Woli:

Jaki podały powód?

„Pomimo że rozumiem ideę propagowania sztuki, nie mogę wyrazić zgody na ekspozycję tej treści reklamy w komunikacji miejskiej m. st. Warszawy. Wyjaśniam, iż tytuł reklamy może być odczytany wyłącznie jako hasło i wzbudzić kontrowersje oraz wywołać negatywne emocje wśród odbiorców. Ponadto »sprayowanie « gwiazdy Dawida przez osobę umieszczoną na plakacie może być odebrane jako akt wandalizmu, z którym Zarząd Transportu Miejskiego podejmuje nieustanną walkę” - napisał Leszek Ruta, p.o. dyrektora Zarządu Transportu Miejskiego.

Jakkolwiek, ponieważ, gdyż wynika to faktu, iż jednakże chociażby chętnie, to jednak raczej nie. [streszczając najprościej, jak można te wynurzenia autobusowego szefa].

Tylko co on chciał powiedzieć? Że temat jest (rzekomo) zbyt kontrowersyjny? Że obawia się aktów wandalizmu wobec "nośników" czyli autobusów? Że plakat rzekomo promuje mazanie na murach? Prościej byłoby napisać to w właśnie takich dwóch - trzech zdaniach. Podejrzewamy jednak, że to nie były te problemy... Naszym skromnym zdaniem takie bredzenie trzeba interpretować psychoanalitycznie, czyli że autor projektuje na ludzi swoje własne postawy (tu akurat antysemickie). A, że sprawa jest nieco wstydliwa, więc robi to pokrętnie, że to niby dla dobra samopoczucia pasażerów i stanu autobusów.....

Co ciekawe i znaczące, w nieoficjalnych wypowiedziach przy tego typu problemach, często używa się sformułowania, że treści mogą "urazić uczucia pasażerów". Na piśmie wynajduje się inne, ale ustnie odruchowo podaje właśnie takie. Tak było w przypadku tego spektaklu. Tak też było na przykład w Bydgoszczy podczas akcji KPH "Nie jesteś sam, nie jesteś sama." Tam jakiś Piotr Florek, właściciel agencji ReMedia, która odmówiła wywieszenia plakatów wydalił z siebie, co następuje: "Miasto wymaga od nas, żeby treść reklamy nie uderzała w niczyje uczucia religijne i dobre imię.". A oto sprawca tej religijnej sraczki i dobrego imienia zniewagi:

I tak sobie myślimy, że trzeba mieć bardzo niedojrzałą osobowość, żeby być urażonym i obrażonym przez taki czy inny plakat. Trzeba podkreślić też, że tego typu wypowiedzi niewiele mówią o jakichś ludziach, którym się przypisuje takie postawy. Mówią za to dużo o wypowiadającym (wspomniana projekcja). Za to my chętnie pokazalibyśmy, co to jest treść obraźliwa i ją wyeksponowali/wysłali tu i ówdzie: Pier...ny ch...u, kij ci w oko za twą fobię. Pies cię je...ł"

Na deser mamy inny obraźliwy plakat. Kosmetyki JEZUS (Bądź piękna dla niego!)

Czekamy na wersję gejowską ;-)

2008/02/12

Donald marzi...

Czy jest jeszcze ktoś, kto nie znał Jożina z bażin czy w ten weekend byliśmy ostatni w kraju, którzy ich zobaczyli? ;-)



Język czeski musi jakoś w sposób specyficzny pozytywnie drażnić jakieś nasze ośrodki mózgowe. Ilekroć się pojawia w eterze, tylekroć robi się wesolo. Taka reakcja niekontrolowana - bo jak tu nie parsknąć, kiedy radi tam to strasidlo, vystupuje z bazin i zere hlavne Prazaky. Jakiś Elektronicky mordulec w wersji demoludowej.

Ale jeszcze lepsza jest przeróbka Donald marzi...

2008/01/31

Pytel i adopcja wysokiego ryzyka

Mamy dziś w Rzepie "arcyciekawy" wywiad z panem Wojciechem Pytlem, prezesem Fundacji Rodzin Adopcyjnych. Podkreślamy, że wywiad jest w Rzeczypospolitej, a ta sięgnęła rynsztoku już dawno. Zaś w kwestiach światopoglądowych nigdy chyba nie miała ambicji wyjść poza giertychowsko-wierzejską rypankę.

I tak żurnalistka - Kamila Baranowska - zapytuje:

"Skąd wiemy, że osoby homoseksualne nie będą potrafiły zapewnić dziecku bezpieczeństwa i miłości?"

Czy to pytanie było z tezą, czy nam się zdaje? Ujawnia tym samym klimat całej tej pogawędki między posiadaczami umysłów o skomplikowaniu cepa. I dopytuje sobie tak dalej niby ze swojej ciekawości.... Ażeby na koniec zabłysnąć:

"Jakie są obawy związane z oddaniem dziecka na wychowanie parze homoseksualnej?".

Żeby była jasność: uważamy, że można żywić obawy związane z adopcją dzieci przez pary homoseksualne na czele w ostracyzmem społecznym wobec takich dzieci przez licznych odpowiedników bohaterów tego posta.

Ale co produkuje z siebie szef towarzystwa?

"Przede wszystkim mniejsza szansa na to, że dziecko wzrastające wśród osób homoseksualnych będzie w stanie założyć później normalną rodzinę. W procesie wychowania dziecka istotne są przekazywane mu wzorce: kobiety, mężczyzny, matki, ojca itd. A w przypadku par homoseksualnych szansa na przekazanie prawidłowych wzorców jest mniejsza. Istotnym argumentem jest również to, że związki homoseksualne często są mało stabilne. W przeciwieństwie do tradycyjnych małżeństw, rzadko spotykamy pary homoseksualne z 20- czy 30-letnim stażem. Nie możemy ryzykować. Ośrodek adopcyjny, oddając komuś dziecko, musi mieć pewność, że wszystko zadziała jak należy".


I tak się zastanawiamy co prezio miał na myśli. Bo jeśli wziąć do dosłownie, to trochę mu się ulało. Po pierwsze, umiejętność bycia blisko, czyli między innymi zdolność do założenia rodziny nie bierze się z umiejętności odgrywania ról, tylko z harmonijnie rozwiniętej osobowości, pozbawionej wewnętrznych lęków i konfliktów. Jakie wzorce powinno się przekazywać dzieciom? Czy do bycia ojcem potrzebna jest jakaś specjalna instrukcja? Czy może rozwinięta empatia, umiejętność dzielenia się uczuciami, odpowiedzialność i dojrzałość, czyli to co w polskich rodzinach bywa deficytowe (czyli ciemiężona matka polka i powrót taty). Jeśli w rodzinie pana prezesa synowie są uczeni co ma robić prawdziwy mężczyzna i jaka ma być prawdziwa kobieta, to bardzo współczujemy im i w przyszłości ich dzieciom. A może prezes się boi, że np. chłopcy zaczną nosić sukienki? Zostawiamy go z tymi jego fantazjami....

I jeszcze statystyki. Statystycznie rzecz ujmując średnie IQ wynosi 100, ale czasem myślimy, że to zawyżone. Statystycznie Polak nie zdałby też egzaminu z logiki, bo mu nie idzie myślenie przyczynowo skutkowe i analiza faktów. I tu się zgodzimy. Pan prezes zauważa, że statystycznie rzecz ujmując, geje są ze sobą krótko. Nie zauważa jednak, że jeśli teza jest prawdziwa, to trzeba zerknąć na przyczyny tego stanu, czyli możliwość swobodnej samorealizacji czy faktowi, że w pewnym momencie każdy związek homo czy hetero przechodzi kryzysy, a namiętność między partnerami gna ku poziomowi zero. Jeśli nie pojawiają się w nim dzieci, wspólnota majątkowa i wspólne cele, to może (ale nie musi) stać po prostu jałowy i bezproduktywny, z małą obustronną motywacją do kontynuacji oraz niskimi kosztami wyjścia. Ile małżeństw jest ze sobą tylko dla tzw. dobra dzieci (nie wspominając już o wspólnym majątku - dorobku życia)? Nie czujemy, żeby wychodziło im (dzieciom) to na zdrowie, ale statystyka wygląda ładniej w oczach pana prezia. Może nie o to chodzi?

2008/01/26

Słowo na niedzielę: Co pieprzy Terlikowski?

No dobra, przyznajemy się, czasem oddajemy się przebrzydłym perwersjom i czytujemy wytwory prawicowych publicystów... I tak padło na Tomasza Terlikowskiego, który - za pewnym poetą i myślicielem - jest święcie przekonany, że "ci, którzy nie wierzą w Boga są w stanie uwierzyć w każdą bzdurę". I tak nam się żal zrobiło, że nie możemy go zadowolić, bo jest mnóstwo bzdur, w które nie wierzymy. Na przykład przemienienie krwi w wino. On jednak swoje przemyślenia wyprowadził z obserwacji, iż niewierzący ("racjonaliści", "scjentyści") komentatorzy blogów, są jeszcze większymi zakładnikami wiary niż osoby religijne. "Tyle, że ich wiara pozostaje bardziej ślepa i nie może im dać nic - poza nieco lepszym samopoczuciem". Cokolwiek miał na myśli...

Analizując naszą ślepą wiarę, niezbyt głęboko, stwierdzam, że jest to wiara innego rodzaju niż wiara T.T. O ile jego wiara opiera się na dogmatach, cudach i objawieniach, o tyle nasza opiera się na ludzkich możliwościach intelektualnych i ich wytworach. Gotowa jest przyjąć to, co zostanie zbadane i radzić sobie z niepewnością i kruchością hipotez odnośnie tego, co zostało jeszcze niezbadane (np. pochodzenie wszechświata). A przede wszystkim zmieniać swoje poglądy (być może czasem łatwiej, czasem trudniej, z żalem lub bez) wraz ze zmieniającymi się danymi (np. atom nie jest najmniejszą cząsteczką, a rodzina nie musi się składać z kobiety i mężczyzny). Ubolewa też T.T, że nie dostrzegamy uwikłania ideologicznego części badań (zwłaszcza właśnie nad kształtem rodziny). Trochę więc się litujemy, że sierota nie widzi fundamentalizmu, ortodoksji i ideologicznego zaangażowania swojej wiary i organizacji zrzeszającej.

Naśmiewa się trochę z kultu uczonych, którzy mają teoretycznie być rzetelni a w praktyce z tym rożnie bywa i zdarzają się manipulacje. Cóż zazwyczaj dość sprawnie są oni rozliczani ze swoich machlojek, kiedy wyjdą one na jaw. Chyba zostawimy ten przytyk bez głębszego komentarza, bo sie wstydzimy wyciągać brudy Watykanu i grzechy niejednego księdza, o których pisze raz i drugi prasa.

Najciekawsza jest jednak końcówka, którą warto zacytować:
"(...) Trudno jednak nie dostrzec, że jeśli Boga nie ma - to wszyscy przegramy. Życie jest zbyt krótkie, niesprawiedliwe i nasycone cierpieniem, by mogło się ono podobać (przynajmniej w swojej całości, bo każdy ma momenty zachwytu i ekstazy). Jeśli Boga nie ma - to nasze (moje) winy na zawsze pozostaną nieodpuszczone, a odpowiedzialność za innych nie będzie się miała o co oprzeć. Pozostanie pustka, smutek i samotność. Maskowane wierzeniem w rzeczy, w które wierzyć się zwyczajnie nie da."

I tak o to T.T zamienił się w naszych oczach z bezczelnego chama w małą płaczliwą istotkę targaną bólem i niepewnością egzystencji. Jeśli nie ma Boga, to przyznaje, że przegra swoje życie (my nie, więc niech się odpieprzy, a nie twierdzi , że my też). Życie jest dlań okrutne i niesprawiedliwe (no może trochę, bo są takie istoty, jak on, które trują miłością bliźniego i dobrocią Boga). I na koniec najlepsze: boi się, że mu winy nie zostaną odpuszczone.... Lęki i poczucie winy proponujemy po prostu mu poddać terapii, a nie opiece Boga, wtedy będzie raźniej i bardziej komfortowo w życiu.....

2008/01/25

(Nie) Dajemy łapówki

Fascynującą rzecz wyczytaliśmy w Polityce:

"Okazuje się, że łapówką jest dla Polaków gratyfikacja wręczona przed załatwieniem sprawy. Tak uważa aż 97% Polaków. (...) Ta sama gratyfikacja, również pieniężna, nie jest już tak powszechnie traktowana jako objaw przekupstwa, jeśli zostanie wręczona po pomyślnym załatwieniu sprawy. Łapówką nazywa ją wtedy 46% badanych. Jeszcze inaczej widzimy sytuacje, gdy zamiast koperty z pieniędzmi wręczamy cenny prezent. Przed - dla 83% badanych to jednak łapówka, ale juz po tylko dla 29%."

Niesamowite, jak łatwo przestaje być łapówką ta sama kwota za załatwienie czegoś przed i po. Co Tu dużo pisać: dla połowy Bolaków nagle przestaje nią być! Nie zapłacę za załatwienie lewego pozwolenia na budowę, ale sowicie się odwdzięczę, jak je już na lewo dostanę.... Jakiś bezczelny aparatczyk nazwał to kiedyś "prowizją od sukcesu". Przynajmniej zarządzanie ryzykiem opanowano do perfekcji.

No i te prezenciki.... Dla zadziwiająco dla nas (o my dziwni) dużego odsetka, prezencik nie jest łapówą - prowizją od sukcesu, tylko zapewne dowodem wdzięczności. Zapewne chodzi tu przecież służbę zdrowia. Bo nikt pozwoleń na budowę nie załatwi za koniaczek. Cóż... Mamy nadzieję, że lekarzom szybko wzrosną pensje.... Zapewne nie zagrozi to tej kuriozalnej tradycji, a nikt już się nie ośmieli kupić gównianego koniaczku za 90 zeta, tylko trzeba będzie kupować co najmniej Henessy za minimum 1500. Dobrze wam tak, może wtedy zbrzydnie ;-)

2008/01/24

W upadłej Brytanii mordują polskie dzieci...

Temat nieco zaczepny, bo chodzi o aborcję, która jak wiadomo jest w Polsce postrzegana jako zło nad złami. Wszyscy zainteresowani jednak wiedzą do jakiego rozwoju podziemia aborcyjnego i patologii doprowadził tzw. kompromis społeczny w tej sprawie, czyli próba usunięcia tego zła...

Ale co się okazało?

Już nie trzeba kupować u studentów SGGW medykamentów weterynaryjnych, które wywołują poronienie. Nie trzeba już też łykać mega dawek leków bodajże na reumatyzm w tym samym celu. Nie trzeba też narażać się na karę więzienia za nielegalny zabieg w prywatnym gabinecie. Co więcej, nie trzeba już nie wiadomo skąd brać pieniędzy dla lekarzy, którym sumienie nie pozwoliłoby na podobny zabieg w szpitalu. A przede wszystkim nie trzeba na siłę zostawać mama i tatą. Niektórzy powiedzieliby, że trzeba być odpowiedzialnym za swoje czyny, ale trudno być odpowiedzialnym za miliony rozbrykanych plemników i jakieś niewidoczne jajeczko, no nie da się.

Co trzeba zrobić?

Pojechać na zabieg do Wielkiej Brytanii:
"Aż 31 tys. Polek dokonało w ub.r. aborcji w Anglii. To blisko 30 procent więcej niż rok wcześniej. (...) Dlaczego? Bo do 24. tygodnia ciąży zabieg można tam wykonać bezpłatnie. Zasady są proste: kobieta może pozbyć się dziecka, jeśli ciąża zagraża jej życiu i zdrowiu, może też to zrobić ze względów społecznych, np. kiedy się uczy lub jest w złej sytuacji materialnej" - donosi Polska.

Małym utrudnieniem jest to, że trzeba dostać ich numer ubezpieczeniowy czyli wyjechać na kilka dni i dostać pracę byle barze. Dla niektórych studentek to pewnie jednak łatwiejsze niż zapłacenie za legalny zabieg w Czechach...

I tak to po raz kolejny w historii zachodnie mocarstwa spiskują o wyeliminowaniu narodu polskiego i nie szanują świętości katolickich. A było tak pięknie, rocznie mieliśmy tylko kilka usuniętych ciąż w oficjalnych statystykach....


2008/01/17

O obrazie uczuć religijnych...

Matka Boska z cyckiem obraża...

A co z tym?

2008/01/15

Pilna przesyłka ze Skarbnicy Narodowej

Dostaliśmy pilną przesyłkę ze Skarbnicy Narodowej. Nadawca mienił się intrygująco i już pomyśleliśmy, że zmieniła się linia programowa rządu i desygnowano nas na stanowiska Queens of the People Republic Of Boland, ale nie...

S.N. okazała się zamaskowaną spółką z o.o. (jakże urocza nazwę sobie przybrali) i zajmuje się sprzedażą dóbr narodowych (wyprzedażą?) . Zaproponowała nam kupno dobra bezcennego po okazyjnej cenie. Załączamy fragment ulotki. Niestety, załamanie na giełdzie znacząco nas uszczupliło, więc musimy przełożyć kupno.... Może jednak wy....


Gdybyście również w tej chwili byli niezdecydowani, polecamy na otarcie łez chwile kontemplacji na nowej megapopularnej stronie (rywalka naszej klasy.pl). Zwłaszcza krzepiąca jest modlitwa Ludu Polskiego by Zbigniew.


Pozdrawiamy,
My, Lud Polski

2008/01/06

Katoprawica w natarciu

Stary rok się skończył, a nowy rok zaczął się dziwnie. Jakąś taką ofensywą katoprawicy. Mózg się od tego lasuje....

Zaczęło się od rzezi niewiniątek na Boże Narodzenie. Cóż za ironia losu - narodzenie, a tu akurat ma miejsce mordowanie. Technologią masowego mordowania okazało się in-vitro. Men in Black stwierdzili w bożonarodzeniowych kazaniach, że jest to "wyrafinowana aborcja", więc państwo nie dość, że ani złotówki do tego wynalazku szatana dokładać nie może, to jeszcze powinno zdelegalizować tę procedurę... Bo jest ona sprzeczna z doktryną religii katolickiej, jakby kto nie widział wystarczających powodów... Kaczka Donald wzięła sprawę do serca. Trochę nam skóra ścierpła, ale co tam, in-vitro nie dla nas... Znamy jednak trzy małżeństwa, które starały się bezskutecznie począć naturalną metodą, więc zostało im in-vitro. O ile wiemy, wszystkie z nich brały ślub kościelny i glosowały na PO. Ciekawe jak się teraz czują...

Przejdźmy od "aborcji wyrafinowanej" do zwykłej skrobanki. Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich/Nienarodzonych zamierza skierować do Trybunału Konstytucyjnego fragment dotyczący dopuszczalności przerywania ciąży ze względu na zagrożenie życia. "Rzecznikowi chodzi natomiast o to, że przepis nie precyzuje, co właściwie oznacza zagrożenie zdrowia kobiety ciężarnej. Skoro przerywanie ciąży jest w niektórych sytuacjach niekaralne, to warunki i tryb postępowania powinny być ściśle określone" - czytamy. Podobno chodzi o to, żeby nie naruszyć tfu "historycznego kompromisu", ale zrobić lepiej... Ciekawe czy Rzecznik, chciałby ustalić katalog kilku zagrożeń, kiedy można aborcję zrobić, czy może jeszcze większy katalog zagrożeń, które de facto nie są na tyle śmiertelne, że aborcji nie można zrobić... Zatem Alicja Tysiąc winna rodzić czy przerywać? Ze ślepotą można żyć i się modlić, czy jest to już wystarczająco duże utrudnienie, aby dostać... talon na aborcję?

Potem lesbijka napisała list do premiera... Też sobie wybrała adresata, jakby się spodziewała mądrości, odwagi albo wyrazistości, pomyśleliśmy sobie... No ale człowiek zdesperowany, powinien próbować... I co? Nie odpowiedział premier, tylko ryknął arcybiskup Życiński. Że są ważniejsze problemy i szkoda mu czytać... Tak są ważniejsze problemy arcybiskupie... Najbardziej palącą jest kościół jako nadzwyczaj uprzywilejowane zbiorowisko ludzi niedojrzałych, w tym pedofilów. Zaraz potem jest budowa kościółka w Wilanowie. Czy jak klechę wyzwać od ... to już będzie lżenie organów państwowych czy "tylko" obraza uczuć ?

No właśnie... Odnośnie budowy kościółka w Wilanowie. Nie świątyni, nie kościoła, tylko kościółka. Trochę okazalszej kapliczki właściwie. Jak zainteresowanym wiadomo, budowa kościółka stanęła z powodu braku kasy. Rząd PO chciałby kasę jednak dać... Tylko nie może, bo mu przepisy nie pozwalają na finansowanie budowli sakralnych... Wymyślono więc, że megalomańska Świątynia Opatrzności Bożej zostanie zmniejszona o jakieś 75% i zajmie jeden mały kąt w Wielkim Centrum Opatrzności, które jako budowla świecka - służąca celom kulturalnym, może być finansowana przez państwo. Człowiek myśli, że to takie ludzkie spady w tych sutannach i sejmach, a tu jednak widać mają główki na karku i kombinują... Aaa, jest i bonus. Fundacja, która zarządza budową ponadto nie składała rozliczeń finansowych. Klechy tłumaczą się, że nie wiedziały, że trzeba... Cóż my przestajemy składać PITy i domagamy się braku kary ich wzorem, bo również nie wiedzieliśmy, że trzeba...

Wyjątkowym tupetem w tej całej historii pochwalił się Pieronek, który na wieść o planowanej skardze na dofinansowanie budowy bezceremonialnie powiedział: "LiD nigdy nie miał sympatii dla żadnej świętości i może sobie szczekać". No i chyba prawdę powiedział. Ten, kto nie ma w Polsce sympatii dla takich świętości, może sobie szczekać i warczeć. Klecha jeden z drugim i tak są dobrze ustawieni, siedzą wysoko i nikt im nie zagrozi... Pozostaje nadzieja, że jak jeszcze raz i drugi rzygną coś o in-vitro albo zabiorą ZUSowi kasę na swoje świątynie, to się ten głupi naród obudzi i pójdzie w ślady Hiszpanii...

Update: Wiedzieliśmy, że chcąc oszczędzić sobie nerwów, o czymś zapomnieliśmy...
Voila, z pomocą przyszedł blog Ateoinfo, przypominając, że wiernym nie można popierać związku jednopłciowego.

"Bóg stał się dzieckiem, które potrzebuje rodziny - takiej rodziny, jaką Bóg ustanowił na początku stworzenia - "mężczyzną i niewiastą stworzył ich", aby podkreślić ważność ustanowionej przez Boga instytucji jaką jest rodzina" - mówił abp Nycz.

Trele - morele. Chyba mocne wino podano do barszczu... Nie problem, że to cytat wyrwany z kontekstu, całość jeszcze mocniej przypomina bełkot podpitej wróżki Zenobii. A jeśli trzymać się wersji wróżki Zenobii, to był Adam i Ewa, którzy spłodzili Kaina i Abla. Nie było to dobre rodzeństwo, więc nie wiem czy warto podawać ich przykład. Nie wiemy też z kim Kain zrobił sobie syna. Musiała być to matka albo siostra. Pogratulować. Idźcie i powielajcie, barany boże...
Stop pieprzeniu głupot....

2007/12/28

Wielka obraza

Grudzień obfitował nam w afery obyczajowe, uwłaczające raz to czci relikwii katolickiej (pomyłka znacząca) i ogólnie szanowanym świętościom (także rodzinie).

Zaczęło się od Redbulla, który dorobił czwartego króla. Niewtajemniczonym napomkniemy, nie obrażając niczyich uczuć, iż czwarty król wręczył leżącemu w żłobie napój energetyczny.

O, to czysty profan boskości i degradacja anielskości - bekło grono przed telewizorami i poczuło się obrażone. Firma dostała proces za obrazę uczuć. Czwarty pójdzie siedzieć albo grzywnę zapłaci. A może sypnie kasą na nowe ławki w jakiejś Świątyni Opatrzności....


Potem był papier toaletowy z Rossmanna:

I tu P.T. Klienci dostali sraczki, a celuloza pobudziła ich niechciane fekalne fantazje. Solidnie zaprotestowało Centrum Duszpasterstwa Młodzieży, podkreślając, że narodziny Jezusa to poważna sprawa i papieru do dupy o zapachu piernika i wizerunku renifera o zalotnych rzęsach i zadzie niczym małpka bonobo w rui nie godzi się z pulpy formować... Wyznamy, że sami nie wiemy czy papier schować w kredensie za szybą, czy rozkoszować się nim zgodnie z przeznaczeniem...

Na koniec roku wyskoczył Tadzio Cymański, którego wrażliwa na świntuszenie błona bębenkowa uległa defloracji usłyszawszy, że mamie ktoś pokazał.. ptaka. Pobieżne oględziny wykazały, że ptaka pokazywał Shrek mamie swoich dzieci, czyli swojej żonie. Poseł tłumaczy: "...uważam, że to, co uchodzi w normalny dzień, w Wigilię nie powinno. To jest dzień wyjątkowy w ogóle, nawet dla niewierzących".... Nie wiemy czy chodziło mu o niepokazywanie ptaka w Wigilię, czy może o generalne nieemitowanie scen X w telewizji...

Ptaka Shreka można zobaczyć tu. [kto kliknął, ten gej ;-)]

I takie to mieliśmy gwałty na moralności i uczuciach ostatnimi czasy. Trochę śmieszne, trochę straszne....

2007/12/25

O pewnej tragedii

Święta na półmetku, dzięki Bogu zaraz się skończą. Ciekawe tylko czy biedni Polacy uwięzieni na lotnisku zdążyli już do Bolandy zjechać... Ponoć było ich 200! Nie, 200 to za mało na tragedię. Ich było 300. Ee, 500 ich było! To już prawdziwa tragedia! O tej narodowej katastrofie krzyczały wszystkie portale, gazety i dzienniki telewizyjne przez całe dwa dni. Pół tysiąca... Polaków na lotnisku. Być może to pół tysiąca niezjedzonych karpi i koło 200o rodzin wymagających kryzysowego wsparcia psychologa... Tymczasem my wiemy tylko o Heathrow. A co z Gatwick, Stansted i Luton? Jest jeszcze London City (dla tych co z przesiadką latają). Czyżby pozostałe cztery lotniska nie uwięziły Polaków? To narusza równe traktowanie!

2007/12/23

AAA kobiety do gotowania szukam!

Dostałem życzenia od koleżanki z pracy. Może "koleżanka" to trochę za dużo powiedziane, w kontekście szczerej nienawiści, którą do niej żywię, ale ona chce być fajna.... Czytam...

"Wesołych Świąt, udanej zabawy sylwestrowej sra-ta-tata oraz kobiety, która będzie Ci gotowała obiady i nie tylko."

Owo "i nie tylko", to pewnie znaczy, żeby też mi zajebiście obciągała. Trochę nie jestem pewien, bo życzeń mi nie składał Mietek - biurowy konserwator, ale młode dziewczę, które kiedyś myślałem, chciało zajść wyżej niż domowa kuchara - obciągara.

Początkowo pomyślałem, że zignoruję kretynkę. Potem chciałem odpisać, że "Dziękuję za życzenia, ale nie jest wielką tajemnicą, że mam faceta i żony nie szukam". Potem jednak stwierdziłem, iż nie tędy droga. Jeśli napiszę, że jestem gejem, to wyjdzie, że to ja jestem nienormalny i nie pasuje mi to, "o czym wszyscy marzą".... A tak przecież nie jest, to ona włazi z buciorami w moją prywatność pod płaszczykiem życzonek i bycia fajną i urządza ją według swojej wizji. W swojej wściekłości na nią, odpisałem ostatecznie owej pani psycholog bardziej jadowicie i wrednie w slangu branżowym:

"(...) ten aspekt Twoich życzeń odbieram więc jako projekcję Twojego Ja, a zarazem nieuprawnioną ingerencję w moją prywatność, na którą pozwolić nie mogę. Jest już kolejną tego rodzaju, w swojej nieświadomości ubraną tym razem w życzenia. Posiada ona głębokie znaczenie psychodynamiczne i pewnie byłoby dobrze, gdybyś nieco zadbała o siebie."

Morał dla gejów z tej historii jest następujący: idą święta, czyli składanie sobie życzeń opłatkowych czyli okazja dla wszystkich mam, tat, babć i cioć do świątecznego sączenia życzeniowego jadu "Żebyś wreszcie sobie znalazł..." Jeśli z przyklejonym uśmiechem posłuchacie raz, drugi i piąty roku jednego i drugiego, to nie zdziwi mnie, że będziecie czuć, że "bardzo z wami nie tak". Tymczasem to niekoniecznie z wami coś nie tak. Równie dobrze może być coś nie tak z otoczeniem, które wszyscy zwykli traktować jako normalne. Na przykład owa "koleżanka", o której kiedyś też już tu wspominałem, a która w ciągu roku zasugerowała małżeństwo trzem następującym po sobie kandydatom i wszystkich dookoła również zachęca do ożenku... Ja dziękuję za taką normę...

Morał dla dziewczyn jest inny: Zapewne nie wszyscy są tak zaburzeni jak tu opisywana, ale doprawdy trudno wymagać od mężczyzn, żeby przestali traktować was jak mięso i służące, póki same nie przestaniecie się tak traktować mniej lub bardziej nieświadomie....

2007/12/21

Gloria, gloria, in excelsis Deo!

Z okazji zbliżających się Świąt w lokalu obok otworzono dyskotekę. W oczekiwaniu nadejścia Zbawcy błyska i mruga już z początku ulicy...


Znajomym, obcym, czytelnikom i zbłądzonym życzymy Smacznego Jajka.

2007/12/19

Czym jest rodzina i związek?

Zachęcamy do udziału w ciekawym badaniu o rodzinach i związkach.

Aby wziąć udział, należy kliknąć na ten link, który przekieruje Was na stro