2007/07/12

Na zdrowy rozsądek: 2 razy dziennie po 2 tabletki

Dziś inauguracja etykiety "urzekła mnie twoja historia". Przeglądając prasę wczoraj i dziś można się natknąć na dwie kuriozalne "z życia wzięte" historyjki. Sami nie wiemy czy są śmieszne czy straszne....

1. Jakieś dziunie opowiadają, że w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Mediów ojca dyrektora można było dostać lepszą ocenę za uczestnictwo jako publiczność w TV Trwam a odśpiewanie w strojach galowych "Sto lat" w dniu imienin o. Rydzyka zaliczało piętnaście godzin praktyk - pisze "Rzeczpospolita". - Na wykładach pani prorektor Łucji Łukasiewicz najczęściej słuchaliśmy o życiu prywatnym studentów: kto z kim się spotyka, z kim mieszka, co robi poza uczelnią - twierdzi jedna z rozmówczyń gazety.

2. Amator szparek - ginekolog hobbysta - prezes firmy budowlanej badał kandydatki do pracy. "Zaprosił ją do gabinetu i zamknął drzwi na klucz. Oświadczył kobiecie, że przyjęcie do pracy jest uwarunkowane przeprowadzeniem szczegółowych badań, również ginekologicznych. Badania miały być przeprowadzone przez samego prezesa, który powiedział, że jest lekarzem - powiedziała Magdalena Jędrejek z zespołu prasowego komendy miejskiej policji w Lublinie".

A propos pierwszej historii sobie myślimy, że trzeba mieć nieźle narąbane we łbie, żeby wybrać WSKSiM na miejsce studiów. Bo to przecież ani wiara, ani nauka. Ciekawe czego się te laski spodziewały? Że poznają tam tajniki dziennikarstwa? Że będą cwiczyć warsztat i zgłębiać psychologię społeczną miast dziejów spisku żydowskiego i że nie dosięgnie ich cień megalomanii Tadeusza? Przymusowo powinny skończyć tą szkołę w ramach pokuty za własną głupotę...

Druga historia jest cudownie absurdalna. Wyobrażacie sobie: przyjść na rozmowę o pracę, usłyszeć, że potrzebne jest badanie ginekologiczne i rozłożyć sprawnie nogi na biurku? Może jeszcze miały nadzieję, że żadnych zmian chorobowych nie będzie.... I to laski w sile wieku - umysłowo i fizycznie... Ciekawe do czego można ich jeszcze skłonić zwykłą prośbą....

To braku instynktu samozachowawczego, rozsądku czy może skutek osłabienia praw doboru selekcji naturalnej?

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

No cóż, "Jacek S. pokazał kobiecie dyplom uzyskania II stopnia specjalizacji ginekologiczno-położniczej wydany na jego nazwisko przez Akademię Medyczną w Lublinie.".


Skojarzyło mi się to z artykułem o właścicielach knajpy, którzy zatrudniali kelnerki za 2 złote/godz. (czytałam to dzisiaj na Gazeta.pl). Komentarze internautów? "Co za idiotki zgodziły się pracować za tak małą stawkę? Skoro się zgodziły, to pracodawca byłby frajerem dając im więcej" i tak dalej.

Czy naprawdę naiwność ofiar to powinno być główne zagadnienie przy rozważaniu takich afer? Zwłaszcza, że ta naiwność to często przymus, np. ekonomiczny.

KiK pisze...

@maga:

Empatia, empatią, ale... reklamówka z narzędziami, biurko, firma budowlana, - badanie???!!! To już przekracza granice naszej subiektywnie posiadanej empatii...

Historii z Wyborczej nie zamiescilismy...

Anonimowy pisze...

W tej ginekologicznej historii urzekł mnie fakt, że jedna z owych pań dopiero następnego dnia kapnęła, że coś tu nie tak jest... Brawo za domyślność...

@maga:
Wyrozumiałość wyrozumiałością, ale do pewnego stopnia. Potem zaczynają się nagrody Darwina (tylko, żeby się załapać niestety koniec historii musi być nieco bardziej tragiczny)