Któregoś dnia przed wyjściem do pracy pewien znany ze swojej obleśnej powierzchowności i kawalerskiego stanu publicysta grzmiał w radiu na Wyborczą, że rozpoczęła ideologiczna krucjatę posługując sie manipulacją i dzieckiem w sprawie liberalizacji dostępności zabiegów. Zachowanie tzw. obrońców życia i przedstawicieli kościoła było nienaganne. Kwestia skąd wiedzieli i jak się zjawili wcale nie była rozpatrywana... Widać ktoś zrobił dobrą robotę - chciał uratować cud zapłodnienia. Trąbił przy tym również doniosłym głosem, o cudownym wydarzeniu, kiedy kobieta rodzi dziecko. Hmmm.... cudowne to jest może kiedy kotka rodzi kocięta, bo nie zachodzi z przypadku i zawsze dzieci chce. Nie wspominając o tym, że w przeciwieństwie do małych istot ludzkich małe kotki są naprawdę słodkie... W przypadku Agaty żadnego piękna jakoś dopatrzeć się nie możemy...
2008/06/18
To piękne, kiedy rodzi się życie...
Któregoś dnia przed wyjściem do pracy pewien znany ze swojej obleśnej powierzchowności i kawalerskiego stanu publicysta grzmiał w radiu na Wyborczą, że rozpoczęła ideologiczna krucjatę posługując sie manipulacją i dzieckiem w sprawie liberalizacji dostępności zabiegów. Zachowanie tzw. obrońców życia i przedstawicieli kościoła było nienaganne. Kwestia skąd wiedzieli i jak się zjawili wcale nie była rozpatrywana... Widać ktoś zrobił dobrą robotę - chciał uratować cud zapłodnienia. Trąbił przy tym również doniosłym głosem, o cudownym wydarzeniu, kiedy kobieta rodzi dziecko. Hmmm.... cudowne to jest może kiedy kotka rodzi kocięta, bo nie zachodzi z przypadku i zawsze dzieci chce. Nie wspominając o tym, że w przeciwieństwie do małych istot ludzkich małe kotki są naprawdę słodkie... W przypadku Agaty żadnego piękna jakoś dopatrzeć się nie możemy...
Etykieta: społeczeństwo
Mieszkaniówka a sprawa polska
Drugie oświecenie jest bardziej doniosłe: zrozumieliśmy mechanizm nieokiełznanej żądzy lustracyjnej prawdy. Doznawane krzywdy są tak zaburzające, że człowiek z chęci rozliczenia czyni naczelną zasadę swojego żywota. Tako i my się naszymi krzywdzącymi warunkami zaburzyliśmy, że gdybyśmy mogli, chętnie zaprzęglibyśmy IPNowską Komisję ds. Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu do rozliczenia i ukarania wszystkich architektów i planistów kolaborujących z PRLowskim systemem przy wypracowywaniu takich norm i standardów dla życia obywateli i obywatelek. A potem krąg powiększylibyśmy o inżynierów i majstrów, którzy te badziewia budowali.... Dlaczego nikt na to nie wpadł wcześniej?
Prywatnie to się możecie co najwyżej cichaczem na przypadkowy seks umawiać, bo to nie wymaga zaistnienia i funkcjonowania w tej roli na co dzień... Był nawet taki przykład ostatnio. Przerysowany, jak jego stroje (co nie znaczy, że z innej bajki), który powiedział jakoś tak, że nienawidzi pedałów, tylko ich rucha... Można by powiedzieć, że to jakiś pajac. Ale nie, to nie pajac, tylko człowiek, który nienawidzi najbardziej ze wszystkich siebie samego, a reszcie się tylko rykoszetem dostaje. Mało kto ma jednak luksus bycia gwiazdą, która może ogłosić, że jest gejem tylko czasami, gdy mu "się zachce"ku pobłażliwości pozostałych. Inni zazwyczaj uważają, że "od środowiska trzyma sie z daleka" a rodzinie mówią, że "jeszcze nikogo właściwego nie spotkali".
Co jest prywatne, a co publiczne? Jest akurat w kinach taki film. Saturno Contro. Może żadne to arcydzieło kinematografii, ale niesie treści na pewnym poziomie poruszające. Przynajmniej dla nas, bo to też może być nasz problem. Bo to, co prywatne - od pewnego etapu jest do bólu publiczne, dosłownie rzecz ujmując. Akcja w skrócie: mieszka dwóch facetów, są ze sobą. Wszystko mają wspólne. Niby banał. Wspólne jednak tak długo, jak obaj są zdolni tę wspólnotę sobie na co dzień doraźnie budować. Jeden umiera nagle na wylew. I nagle nic nie jest wspólne. Jednego albo drugiego. Obcy sobie ludzie z zewnętrznej perspektywy. Prywatnie czy publicznie trzeba iść odebrać ciało?Prywatnie nie ma takiej szansy - osobom obcym ciała się nie wydaje. Potrzeba być publicznie rozpoznawanym przez prawo, żeby mieć taką możliwość... A taką możliwość trzeba niestety sobie wytupać i wygłosować. Prywatne jest publiczne i polityczne...
Etykieta: branża, społeczeństwo
2008/04/14
Podróż po Indiach

Zazwyczaj jako port docelowy, jest pierwszym miejscem styku z indyjską specyfiką. Ale jest dopiero przedsmakiem do całej reszty. Samo miasto jest nudne jak flaki z olejem w kontekście rzeczy wartych zwiedzenia, ale arcyciekawe jako miejsce życia wielkomiejskich tubylców. Odkąd wynaleziono smog, Delijczycy chętnie z niego k
orzystają, chroniąc się przed słońcem. Dzięki niemu pogoda zdaje się być zawsze mglista, więc słońce nie pali zbyt mocno. Stare Delhi wygląda jak na zdjęciu obok. W centrum widać czasem minioną świetność z czasów Imperium. Za to w nocy można sie poczuć niczym w Las Vegas. Nowe Delhi jest mało interesujące ze swoimi osiedlami i betonowymi klockami.
KaszmirTeren sporny z Pakistanem, przez co niebezpieczny. Rzeczywiście co kilka metrów na ulicy stoi uzbrojony wojskowy. Zdarzały się porwania i dzieją się czasem groźne rzeczy (ponoć kiedy tam byliśmy w jednym miast regionu zginęło w obławie 7 osób). Tu jednak zaczynają się Himalaje, a czas spędzony w wiosce (Srinagar) zbudowanej na palach na jeziorze i nocowanie w pływającym hotelu, wizyta o świcie na pływającym targu warzywnym i głos imama przed switem niesiony po wodzie są bezcenne.
Radżastan

Półpus
tynny stan, którego miasta i miasteczka mają forty, które były siedzibami maharadżów. O ile po zobaczeniu trzeciego fortu, wszystkie zaczynają sie robić identyczne, o tyle wiejska i miejska specyfika nigdy się nam nie nudziła. Nawet mimo że różnokolorowe starówki nie mają kanalizacji, a zapach z rynsztoków w słońcu nie jest pociągający...
Uttar PradeshW tym stanie znajduje się jeden z "must-see", czyli Taj Mahal w mieście Agra oraz Varanasi. Varanasi to święte miasto Hindusów. Woda Matka Gangi anuluje grzechy, a rozsypanie w niej prochów po kremacji uwalnia z cyklu r
einkarnacji i gwarantuje bezpieczną miejscówkę w raju. Stosy właściwie nieprzerwanie palą się w dwóch miejscach (Manikarnika Ghat i Harish Handra Ghat). Kremacja jest ceremonią dostępną dla wszystkich, można podejść... Nie można robić jedynie zdjęć z bliska. Poza tym miasto znane jest częstych braków prądu i zdążyło nam się, że po zmroku zostaliśmy w labiryncie starówki w zupełnych ciemnościach (oświetlenie ulic to nie jest częsta sprawa...).
BombajMiasto luksusu, czyli miasto taksówek (dwie na trzy popsuły nam się w drodze). Jest najbardziej europejskim miastem w Indiach. Jest tak europejski, że aż szk
oda tam jechać, jeśli nie jest portem wylotowym, bo po co? Jest mały wyjątek: nazwijmy go - pralnią miejską, gdzie dziennie prane są usługowo tysiące rzeczy przez najbiedniejszych dla hoteli, restauracji, szpitali...
widoczki i scenki... I na tym polega ich urok, co tu dużo mówić...Transport miejski
Tym, którzy się skuszą na wyjazd nie radzimy nawet próbować pożyczać samochodu i nim kierować. Indyjskie zwyczaje drogowe wyglądają na "róbta co chceta". Drogi i ulice wspólnie dzielą: stragany, ogromne ilości rowerów, riksz rowerowych, riksz motorowych, taksówki, krowy i inne zwierzęta, piesi, żebracy i bezdomni. W mieście nie jeździ się nie więcej niż 30 km/h. Nie ma wypadku, przy tej prędkości da się zapobiec każdej kraksie. Klakson jest właściwie w ciągłym użyciu. Wszyscy trąbią na wszystkich. Trąbię więc jestem. Komunikacja miejska jest nie do odszyfrowania dla obcego. Poruszać się po mieście najlepiej się samochodem z wynajętym z kierowcą, taksówka albo rikszą. Nie są to koszty wygórowane.
Transpo
rt regionalnyNa drogach i autostradach nie jeździ się szybciej niż 60 km/h. Bo drogą mogą iść krowy, ktoś może jechać pod prąd, prowadzić biznes, albo droga może się nagle zamieniać w polną. Przejechanie między trasy 250 kilometrów zajmuje około po
łowy dnia. Pociągi nawet jeśli są ekspresami również nie jeżdżą szybciej niż 60 km/h. Ich wygląd przyprawia Europejczyka o mdłości, nawet jeśli na co dzień musi oglądać i wąchać PKP. Na opisanie dworców słów nam brak. Ale 14 godzin podróży nocnym ekspresem na odcinku 600 kilometrów z kawałkiem jest niezapomniane... Naprawdę trzeba spróbować ;-) Przed wyjazdem najlepiej wynająć lokalne biuro, które zapewni samochody z kierowcą w poszczególnych miejscach (podzielimy się wypróbowanymi namiarami, jeśli ktoś kiedyś będzie potrzebował).Każde średniej wielkości miasteczko w Indiach (od około półtora miliona mieszkańców wzwyż) ma lotnisko. Samoloty przejęły funkcję pociągów. Niektóre loty mają po trzy przystanki na trasie, gdzie pasażerowie wysiadają i wsiadają lub jadą dalej, a mimo to jest to najszybszy środek komunikacji ;-) I stosunkowo niedrogi. Podejrzewamy jednak, że to, co na drogach, ma swój odpowiednik w powietrzu. Samoloty nigdy nie przylatują i nie odlatują o czasie, więc nie należy planować na styk, ani tym bardziej przesiadać się.
Ludzie są generalni przyjaźni. Większość mówi po angielsku w stopniu umożliwiającym przynajmniej proste dogadanie się im z pomocą rąk. Zazwyczaj próbują trochę z
arobić, co jest męczące, bo nie są w stanie pojąć, że po prostu nie potrzebujesz kolejnego szalu z paszminy albo 176 słonika do kolekcji i dlatego nie chcesz ich kupić. Im się wydaje, że barierą jest cena, więc gotowi są targować się i prowadzić dialog z twoimi plecami. Europejczyków może zdziwić ogrom kalek i ludzi po różnych nieszczęściach na ulicach. Są wytrenowani, żeby wzbudzać litość i wyciągać pieniądze (mogą nawet klepać piękną angielszczyzną różne formułki). Albo pozować do zdjęć za drobne kwoty...Bonus homoseksualny, który dedykujemy Joannie Najfeld.
Homoseksualizm jest w Indiach nielegalny, gdyż jest "wbrew naturze". Jest to prawo z czasów panowania Brytyjczyków, jednak chyba jest władzom całkiem na rękę.... Jakoś tak (nie) naturalnie jest w tym kraju zbyt mało dziewczynek [bo jakoś tak dziwnie umierały przy porodzie] i w takim Bombaju na niewiele ponad 700 kobiet przypada 1000 facetów, a kontakty miedzy płciami są dość utrudnione dzięki sile tradycji, więc - na wzór zakładów zamkniętych - faceci by się zajeździli... Niemniej, jednak - niczym w krajach arabskich - kwitnie nieco schizofreniczna przyjaźń męsko - męska, która jest powszechnie akceptowana i nie wzbudza na ulicach niesmaku, a która pewnej granicy przekroczyć pod groźbą kary nie może... Życie prawdziwie gejowskie kwitnie natomiast w krzakach z braku innych możliwości.

Etykieta: prywatnie
2008/03/26
2008/03/22
Święta, Święta
Wariant 1.
Najlepszym prezentem świątecznym będzie z kolei oryginalna chińska porcelana produkowana specjalnie na zamówienia z Polski.
Deser.
Etykieta: humor
2008/03/21
Trzeba zacząć obrażać
Etykieta: przeczytane
Odgrzewane: gejowska impreza za kasę ministerstwa
"Lea, nie mogę się ciebie doczekać! Lea, kocham cię!" - wołał jeden z gości, wywołując wykonawców: Leę Divine i Petera Didencera. W końcu ukazała się Lea - mocno uszminkowany i upudrowany mężczyzna przebrany za barokową markizę. Tańczył(a) i śpiewał(a), od czasu do czasu namiętnie i długo całując swojego partnera w usta."
Jaki to kiepski manager lub niekompetentny urzędnik nie mógł sobie poradzić z wynegocjowaniem prostego kontraktu na obsługę - powiedzmy "artystyczną" - imprezy ministerstwa? Normalnie, kiedy jedzie kapela grać w remizie albo na otwarciu centrum handlowego, to prosi się o przedstawienie odpowiedniego scenariusza i mówi "to wypada, bo jest kiepskie" Klient nasz pan, płaci, artystka się sprzedaje i musi słuchać albo wypad... Jak było tutaj? I tu zmierzamy do sedna.
"Gdybyśmy zerwali umowę z zespołem, moglibyśmy narazić się na zarzut dyskryminacji ze względu na orientację seksualną jego członków. To kłóciłoby się z zapisami przygotowanego przez nas projektu ustawy o równym traktowaniu" - mówi rzecznik resortu Bożena Diaby."
Ale pierdolenie, myślimy sobie. Homofobia to nie renegocjowanie lub zerwanie kontraktu z powodu jego wątpliwej jakości lub niestosowności. Homofobia to lęki (homo-FOBIA). A lęki były następujące: jak sobie poradzić z tym dziwadłem, żeby nie pokazać, co o nim naprawdę myślimy.... Udajmy, że jest boski (Devine), to nikt się nie domyśli, że czujemy prawdziwą pogardę... Jak poczuje się, że jest święta krową, to ani on, ani nikt się nie domyśli. I tak prawdziwa homofobia pokazała się w całej okazałości.
Etykieta: obyczaje
2008/03/20
Ministra, która nam umknęła
Elżbiet był prezentem Donalda z bagien dla płci pięknej z okazji 8 marca. Miał niezbyt dobry początek, ale się nie przejmuje, bo pewnie będzie lepiej. Dał po tym obszerny wywiad w Dzienniku, który zabrzmiał jeszcze bardziej niepokojąco.
1. Nie poszedł na manifę 8 marca, bo akurat jechał na rekolekcje i nie zamierzał zmieniać planów. A poza tym inaczej niż wszyscy uczestnicy ulicznego wydarzenia, nie był na nią zaproszony. A tak przede wszystkim, to nie czuje się mieszkanką Warszawy, żeby uczestniczyć w tego rodzaju przedsięwzięciach. Widać tym stołecznym babom poprzewracało sie w głowie, en province to się we łbie nie mieści takie cyrki spędzać.
2. Pyta dziennikarz (taki z jajami) czy Elżbiet wybiera się na Paradę Równości. Elżbiet bez żenady strzela, że nie, bo na rzecz równości trzeba działać, a nie paradować. I działa - wcześniej wspomina: "Czasem modlę się także w intencji jakiejś kobiety". No i świat się zmienia od tego działania tak, że się połapać nie idzie. Postmoderne nam wymodliła.
3. Misja programowa Elżbieta jest taka: "Popieram równość kobiet i mężczyzn z uwzględnieniem ich odmienności. Musimy pamiętać, że mamy swoje tradycje, a ja nie chcę na siłę ich zmieniać, bo we wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek". No też w imię tradycji kobiety do garów, mężczyźni do lasów. Uszanujmy te różnice. Nie będzie też zmieniać modelu kobiety w podręcznikach. Mama Ali co ma Asa, dalej będzie zapierdalała ze ścierą, a tata wracał zmęczony po pracy. No może być też wersja nowoczesna, mama będzie bibliotekarką, a tata inżynierem.
4. Będzie strzegła kompromisu aborcyjnego, ktory jest kompromisem nad kompromisy. Kiedy jawnie prawicowy dziennikarz z niej się śmieje i mówi: "Skończmy z hipokryzją, to żaden kompromis. Po prostu jako większość narzuciliśmy swoją wolę. Tak się zresztą zawsze dzieje przy tworzeniu prawa", ona się zapiera, że to kompromis, bo nie jest po myśli Sobeckiej czy Jurka, ani po myśli Środy czy Szczuki.
5. Gorąco ma w pamięci, że Europa nie chciała urzędnika [Rocco Butiglione], który zamiast sprawować swoją funkcję pieprzył o homoseksualizmie jako grzechu. Dla Elżbieta był to przykład "laickiego zamordyzmu", który napawa ją lękiem, że "jak dalej pójdzie, to za publiczne przyznanie się do wiary i do wartości moralnych my, chrześcijanie, będziemy się czuli prześladowani jak na początku wieków". Nasze niedoczekanie, chciałoby się powiedzieć, chociaż widzimy pewną różnicę między zajmowaniem stanowiska urzędniczego i owym pieprzeniem farmazonów. Różaniec na palcu (cóż za gust!) Elżbiet niech se nosi. Ale kiedy ta bogobojna urzędnicza paszcza beczy, że "stanowisko Kościoła jest pięknie opisane w katechizmie i ja zgadzam się z każdym słowem tam zawartym", to byśmy ją jakąś Biblią w twardej oprawie po prostu zatłukli. Ha, taki niezłapany PowerGay (driven by The Holy Bible).
6. Parytet to rzecz kontrowersyjna. Wielu twierdzi, że jest równość płci i nikogo nie trzeba faworyzować mocą ustawy. A przede wszystkim skąd tyle mądrych bab wziąć? [wieloletnie zaniedbania należy nadrabiać powoli - rzecze Elżbiet]. No właśnie skąd tyle mądrych bab wziąć, żeby mogły coś robić? I nawet do głowy mu nie przyjdzie, że parytet wymyślono po to, żeby administracyjnie zmusić do kształcenia i rozwijania kobiety. Inaczej przegrają z facetami.
7. Bardzo nas rozbawiło wyznanie Elżbieta, że "prywatnie rzeczywiście lubię Romana Giertycha. Miałam okazję kilkakrotnie z nim rozmawiać i sprawiał bardzo miłe wrażenie". Podejrzewamy, że pan Elżbiet jest jednak heteroseksualną samicą - Elżbietą, która lubi jak ją się ostro za ryja weźmie i pokaże kto, gdzie rządzi.
Podsumowuje dziennikarz: "Feminizmem się pani nie zajmowała, pornografią - też nie, była pani przeciw ustawie o równym statusie kobiet i mężczyzn, nie chodziła na Manify… Hm, może powinna pani zostać ministrem zdrowia, a na tym stanowisku znalazła się pani przypadkiem?" A Elżbieta dodaje skromnie: " Nie zajmowałam się też wspieraniem ruchów gejowskich."
Czy ona nie jest fantastyczna? Czekamy na pierwsze działania i ich wyniki.
Etykieta: polityka, przeczytane, świry
2008/03/19
Cała Polska czyta dzieciom ;-)
Tymczasem znaleźliśmy piękną historyjkę. Właściwie bajkę. Opowiada ją chłopak, który usłyszał ją od swojego kolegi podczas wizyty w Amsterdamie. Bajka jest nie do pomyślenia, więc postanowiliśmy ją po prostu przytoczyć. W całości jest tu.
(...) najbardziej niewiarygodną bajkę opowiedział mi pewnego wieczoru sam Berndt. Postaram się opowiedzieć ją tak, jak ją usłyszałem od Berndta.
To wszystko zaczęło się kiedy miałem jakieś pięć lat. Pamiętam tamten dzień doskonale. Wczesna jesień. Byłem na spacerze z mamą i tatą. Wtedy jeszcze mojej młodszej siostry nie było na świecie, ja byłem oczkiem w głowie rodziców. Goniłem wronę, gdy nagle moją uwagę przykuł bardzo przystojny i pięknie ubrany mężczyzna nadchodzący z przeciwka. Stanąłem jak wryty i patrzyłem na to zjawisko męskiej urody. Mężczyzna przystanął (dziś bym powiedział, że to był chłopak w naszym wieku, ale takiemu brzdącowi, jakim byłem, wydawał się bardzo dorosły) i przywitał się z drugim facetem, równie pięknym, który do niego podszedł. Widocznie byli tu umówieni. Uścisnęli sobie ręce i pocałowali się w usta. Objęli się na chwilę i, trzymając się za ręce, wolnym krokiem, uśmiechnięci, szczęśliwi, przeszli obok nas. Odprowadzałem ich wzrokiem aż do wylotu uliczki. Z rączki wypadła mi zabawka, którą niosłem. Tata kucnął koło mnie i podniósł pluszowego pieska.
- Co, syneczku? - zapytał.
- Tato, kto to? - odpowiedziałem mu pytaniem, patrząc wciąż za odchodzącymi facetami.
A tata uśmiechnął się i odrzekł takim dziwnym, uroczystym głosem, jakby uchylał przede mną rąbka ważnej i pięknej tajemnicy, jakby mówił o wyższej i lepszej rzeczywistości, niedostępnej dla zwykłych, szarych ludzi i dla takich berbeci jak ja:
- To geje.
Następnego mojego pytania się domyślasz:
- A kto to są geje?
I jak sądzisz, co odpowiedział mi ojciec? Chwilę się zastanawiał, ale ubiegła go mama, która ze śmiechem włączyła się do naszej rozmowy:
- Geje to tacy ładni, dobrze ubrani panowie, którzy dbają o swój wygląd. Nie tak jak twój tatuś, który najchętniej chodziłby cały rok w tych samych brudnych dżinsach.
Ojciec roześmiał się i odpowiedział mamie:
- Ale ja, kochanie, niestety nie jestem gejem. Musisz mi to wybaczyć. Nigdy nie będę taki ładny jak oni.
Pięciolatek myśli jeszcze mało abstrakcyjnie. Na przykład wierzy, że jak ktoś ma na nazwisko Kozioł albo Wrona, to naprawdę ma w sobie coś z wrony lub kozła. Z tego, co powiedzieli rodzice, zrozumiałem, że gej to mężczyzna urodziwy i dobrze ubrany. I wypaliłem:
- Ja też chcę być gejem!
Rodzice roześmieli się znowu, a ja nie wiedziałem dlaczego. Tata mnie przytulił, zrobił żałośliwą minę i westchnął:
- Eh, synku, to nie takie łatwe. Twój tatuś też kiedyś chciał być gejem, ale się nie udało.
- A co trzeba zrobić, żeby być gejem? - nastawałem.
- Trzeba być nie tylko bardzo przystojnym i ładnie ubranym, ale i mądrym. Dobrym dla innych. Trzeba się dobrze uczyć w szkole, żeby potem dobrze pracować i być cenionym przez ludzi - tłumaczył mi tata zupełnie serio. - Twojemu tacie nauka szła średnio, za ładny też nie jest, więc nie mógł zostać gejem. Tak jak wszyscy zwyczajni mężczyźni musiał ożenić się z mamusią i mieć z nią ciebie!
- I przez to mam teraz z wami same kłopoty! - śmiała się mama.
- A geje nie mają dzieci? - drążyłem temat.
- Oni nie zajmują się takimi przyziemnymi sprawami - powiedział tata. - Oni są artystami i najbardziej lubią przebywać w swoim własnym towarzystwie. Kochają się i żyją razem. Tak jak ci dwaj panowie, których widziałeś. Bardzo trudno się dostać między nich.
- To ja chcę być gejem! - powtórzyłem przekonany, że gej to istota piękna, elitarna, beztroska i uprzywilejowana.
- Słyszałeś, co tata powiedział? - mama nalegała, żebyśmy już szli. - Bądź grzeczny i pilnie się ucz, to może ci się uda zostać prawdziwym gejem.
- Może będziesz miał więcej szczęścia niż tata - ze śmiechem westchnął ojciec.
- No, w końcu wszyscy rodzice chcą, żeby ich dzieci miały lepiej niż oni - skwitowała mama.
Dziś wiem, że w ich głosie, śmiechu, minach było trochę ironii, ale tej sympatycznej. Pewnie sądzili, że taka odpowiedź będzie najlepsza dla pięciolatka. A ja w to uwierzyłem! Do tego stopnia, że kiedy w wieku 13 czy 14 lat przyszła prawdziwa świadomość, czym jest gejostwo, oraz świadomość własnego gejostwa, wcale się nie zdziwiłem. Byłem gotów przysiąc, że to dlatego, że byłem grzeczny dla starszych i pilny w nauce. Dobry dla kolegów i koleżanek. Czy byłem ładny? Na to nie miałem większego wpływu, ale najprzystojniejszy chłopak w szkole zaproponował mi przyjaźń, więc chyba byłem na tyle ładny, by wejść do tej rajskiej krainy zamieszkałej przez idealnych mężczyzn zapatrzonych tylko w siebie nawzajem i niezniżających się do pospolitości życia heteryków. W tych gejów-aniołów wierzyłem może nawet trochę dłużej niż przeciętnie dzieci wierzą w świętego Mikołaja.
A rodzice? Gdy przedstawiłem im mojego pierwszego chłopaka, nie byli ani trochę zakłopotani.
- Gratuluję, synu - ojciec klepnął po ramieniu mnie i Jorga. - Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.
I dodał coś o uczniu, który przerósł mistrza. Ale mama nie byłaby sobą, gdyby nie pomoralizowała:
- Cieszę się, synku. Będziesz miał ciekawe i przyjemne życie, ale to nie znaczy, że łatwe. Nie będziesz się musiał borykać z takimi problemami, jak ludzie mający dzieci, ale za to powinieneś być tym lepszy w swoim zawodzie.
Zapytałem, czy może jednak woleliby, żebym miał dzieci.
- Anna wygląda mi na taką, która będzie ich miała za was oboje - zażartował tata patrząc na moją siostrę.
- My, kobiety, zawsze jesteśmy pokrzywdzone - roześmiała się mama przytulając Annę.
***
Niewiarygodne, prawda? Tymczasem Wiemy, że czasem zapuszczają się tu rodzice gejów i lesbijek szukając informacji, a może pomocy... Najnowsza inicjatywa Lambdy, w której przygotowanie jeden z nas był zaangażowany, będzie dla Was pomocna:
Stowarzyszenie Lambda uruchomiło Otwartą Grupę Wsparcia Dla Rodziców Osób Homoseksualnych. Spotkania Grupy będą odbywać się dwa razy w miesiącu: zawsze w drugi i czwarty czwartek miesiąca od 18:00 do 19:00. Chcemy, aby uczestnicy grupy mogli ze sobą rozmawiać otwarcie i szczerze o swoich problemach i obawach oraz dawać sobie wsparcie. Spotkania poprowadzi pani Elżbieta, mama geja. Współprowadzącą będzie Renata Romanowska, psycholożka i terapeutka. Aktualne informacje zawsze na stronie Lambdy
2008/02/19
Mój sen do Pana Kleksa
Niekwestionowanym liderką jest cipka... Bo głównym problemem jest "co (można) włożyć w cipę (cipkę/ pipkę)". Intrygujący był też problem "jak trafić w cipkę" i edukacja "lizanie cipki przez faceta - instrukcja", "sposoby lizania cipki" albo "sztuka lizania cipki". Apelujemy i prosimy: napiszcie słowo, czy stanęliście na wysokości zadania.... Nagrodą jest odpowiedź na pytanie "jak nazywa się seks w cipę" oraz "czym można zastąpić cipkę". Fantazje seksualne zaś koncentrują się na: "badanie ginekologiczne - amator ( filmy/ fotki)", "narzędzia ginekologiczne w cipce". Rośnie też świadomośćzagrożeń: "czy lizanie cipy jest higieniczne" i "czy przez lizanie cipy można zajść w ciążę". Temat można podsumować temat nieco refleksyjnie: "cipki lizać i nie tylko", albo "różnorodność cipek"... Ktoś powinien wreszcie wziąć się i zorganizować "klub onanistów", bo jest całkiem duży popyt... Nie wiemy za to co sądzić o "ruchaniu teściowej", "ruchaniu w szpitalu", ruchaniu czyjejś żony" i byciu z "gołą cipką na imprezie". Niszowcy również mają swoje potrzeby: "sex bliźniaczki syjamskie"; prawdziwy hardcore zaś to "sex mężczyzny z maciorą"...
Kopiowanie wypracowań szkolnych ma się dobrze: "Aspiracje, marzenia i lęki młodego pokolenia
Lubią nas też poszukiwacze "życia na gorąco", poszukiwacze "plotek i skandali", którzy chcą poczytać o "rozwodzie Rafała Ziemkiewicza", "Julii Piterze prywatnie", rozwodzie Marty Kaczyńskiej we wszystkich konfiguracjach oraz "Ziobro gejem" albo "co u kaczorów", "Patrycja Kotecka sex" albo "czy Magda x. była molestowana seksualnie?"
Luźne myśli bywają poważne: "film katyń urzekła mnie scena" [napisów końcowych?], "gdzie się podziali wszyscy intelektualiści?"? albo poważne inaczej: "nie wyglądał na pedała", "mama i tata smerfusia", "smerfy i filozofia", "sprzedajne parówki", "wszystkie duszki poszły spać param pam pam", "cipy z naszej okolicy Grójca", "odór z kurnika", "ryczy albo do stóp się łasi"....
Na niektóre pytanie nie znamy odpowiedzi, bo skąd mamy wiedzieć "gdzie trzeba włożyć penisa, żeby mieć dziecko" albo jak nazywają się "maszyny do ładowania buraków na tiry"[Bolacy?], "zasady skladania na brzuszkowe". Nie posiadamy też "plakatu różaniec to skarb który trzeba odkryć". "Seksuologia gejów" oraz "ciało geja" sprawia wrażenie chęci bliższego poznania w sposób zakamuflowany. Mamy też prośby niespełnione: "szukam dupy do ożenku", "chcę obejrzeć tera straszny film 3"...
Fascynujące są rozmowy z googlem "modne słowa, co teraz jest.... no właśnie.. dżezi ;p?" "podaj składkę", "podaj nazwy środków odwoławczych".
Etykieta: humor
2008/02/18
Ach, co to była za śmierć!
Dziś gazeta.pl uraczyła czytelników niezwykle poważną wiadomością:
Kobieta wypadła z 19 piętra siedziby ONZ
krzyczała pierwsza strona portalu.
Ale to i tak nic. Po kliknięciu linka otwierał się całkiem pokaźny artykuł, który z powagą informował, iż "45-letnia kobieta pojawiła się w biurze wcześnie rano". Intuicyjnie wiemy, że ta informacja może być znacząca i nadawać się na scenariusz thrillera.... Chciała lecieć o wschodzie słońca? Nie mogła spać tej nocy? Miała dużo pracy i musiała przyjść wcześniej? Te pytania już na zawsze pozostaną bez odpowiedzi... Dlaczego kobieta zmarła? "Przyczynę śmierci ustali sekcja zwłok" - chociaż to będzie pewne! Co ciekawe, "kobieta zginęła na miejscu", a przecież powinna przez te dziewiętnaście pięter zdążyć sie obrócić, żeby spaść na 4 łapy.Aż dziwne, że nie pokazano flaków z roztrzaskanego ciała, można by się zastanawiać z czym kojarzy się czytelnikom powstała z nich plama. A nóż, zauważą w niej Matkę Boską lub Ojca Świętego. I tak oto jakieś świry w redakcji swoją bezmyślną twórczością trywializują śmierć, a potem się dziwują, nad kondycją ludu.
Chwilę potem na pierwszą stronę wszedł kolejny njuz:
Dziewczynka z czterema nerkami odda dwie potrzebującym. To naprawdę chwalebne. Będziemy wysyłać jej kartki na święta.Etykieta: urzekła mnie ta historia
2008/02/15
Buraki podobno mają uczucia
Jaki podały powód?
Jakkolwiek, ponieważ, gdyż wynika to faktu, iż jednakże chociażby chętnie, to jednak raczej nie. [streszczając najprościej, jak można te wynurzenia autobusowego szefa].
Tylko co on chciał powiedzieć? Że temat jest (rzekomo) zbyt kontrowersyjny? Że obawia się aktów wandalizmu wobec "nośników" czyli autobusów? Że plakat rzekomo promuje mazanie na murach? Prościej byłoby napisać to w właśnie takich dwóch - trzech zdaniach. Podejrzewamy jednak, że to nie były te problemy... Naszym skromnym zdaniem takie bredzenie trzeba interpretować psychoanalitycznie, czyli że autor projektuje na ludzi swoje własne postawy (tu akurat antysemickie). A, że sprawa jest nieco wstydliwa, więc robi to pokrętnie, że to niby dla dobra samopoczucia pasażerów i stanu autobusów.....
Co ciekawe i znaczące, w nieoficjalnych wypowiedziach przy tego typu problemach, często używa się sformułowania, że treści mogą "urazić uczucia pasażerów". Na piśmie wynajduje się inne, ale ustnie odruchowo podaje właśnie takie. Tak było w przypadku tego spektaklu. Tak też było na przykład w Bydgoszczy podczas akcji KPH "Nie jesteś sam, nie jesteś sama." Tam jakiś Piotr Florek, właściciel agencji ReMedia, która odmówiła wywieszenia plakatów wydalił z siebie, co następuje: "Miasto wymaga od nas, żeby treść reklamy nie uderzała w niczyje uczucia religijne i dobre imię.". A oto sprawca tej religijnej sraczki i dobrego imienia zniewagi:

I tak sobie myślimy, że trzeba mieć bardzo niedojrzałą osobowość, żeby być urażonym i obrażonym przez taki czy inny plakat. Trzeba podkreślić też, że tego typu wypowiedzi niewiele mówią o jakichś ludziach, którym się przypisuje takie postawy. Mówią za to dużo o wypowiadającym (wspomniana projekcja). Za to my chętnie pokazalibyśmy, co to jest treść obraźliwa i ją wyeksponowali/wysłali tu i ówdzie: Pier...ny ch...u, kij ci w oko za twą fobię. Pies cię je...ł"
Na deser mamy inny obraźliwy plakat. Kosmetyki JEZUS (Bądź piękna dla niego!)
Czekamy na wersję gejowską ;-)
2008/02/12
Donald marzi...
Ale jeszcze lepsza jest przeróbka Donald marzi...
Etykieta: humor
2008/01/31
Pytel i adopcja wysokiego ryzyka
I tak żurnalistka - Kamila Baranowska - zapytuje:
"Jakie są obawy związane z oddaniem dziecka na wychowanie parze homoseksualnej?".
Ale co produkuje z siebie szef towarzystwa?
I jeszcze statystyki. Statystycznie rzecz ujmując średnie IQ wynosi 100, ale czasem myślimy, że to zawyżone. Statystycznie Polak nie zdałby też egzaminu z logiki, bo mu nie idzie myślenie przyczynowo skutkowe i analiza faktów. I tu się zgodzimy. Pan prezes zauważa, że statystycznie rzecz ujmując, geje są ze sobą krótko. Nie zauważa jednak, że jeśli teza jest prawdziwa, to trzeba zerknąć na przyczyny tego stanu, czyli możliwość swobodnej samorealizacji czy faktowi, że w pewnym momencie każdy związek homo czy hetero przechodzi kryzysy, a namiętność między partnerami gna ku poziomowi zero. Jeśli nie pojawiają się w nim dzieci, wspólnota majątkowa i wspólne cele, to może (ale nie musi) stać po prostu jałowy i bezproduktywny, z małą obustronną motywacją do kontynuacji oraz niskimi kosztami wyjścia. Ile małżeństw jest ze sobą tylko dla tzw. dobra dzieci (nie wspominając już o wspólnym majątku - dorobku życia)? Nie czujemy, żeby wychodziło im (dzieciom) to na zdrowie, ale statystyka wygląda ładniej w oczach pana prezia. Może nie o to chodzi?
2008/01/26
Słowo na niedzielę: Co pieprzy Terlikowski?
Analizując naszą ślepą wiarę, niezbyt głęboko, stwierdzam, że jest to wiara innego rodzaju niż wiara T.T. O ile jego wiara opiera się na dogmatach, cudach i objawieniach, o tyle nasza opiera się na ludzkich możliwościach intelektualnych i ich wytworach. Gotowa jest przyjąć to, co zostanie zbadane i radzić sobie z niepewnością i kruchością hipotez odnośnie tego, co zostało jeszcze niezbadane. A przede wszystkim zmieniać swoje poglądy (być może czasem łatwiej, czasem trudniej, z żalem lub bez) wraz ze zmieniającymi się danymi (np. atom nie jest najmniejszą cząsteczką, a rodzina nie musi się składać z kobiety i mężczyzny). Ubolewa też T.T, że nie dostrzegamy uwikłania ideologicznego części badań (zwłaszcza właśnie nad kształtem rodziny). Trochę więc się litujemy, że sierota nie widzi fundamentalizmu, ortodoksji i ideologicznego zaangażowania swojej wiary i organizacji zrzeszającej.
Naśmiewa się trochę z kultu uczonych, którzy mają teoretycznie być rzetelni a w praktyce z tym rożnie bywa i zdarzają się manipulacje. Cóż zazwyczaj dość sprawnie są oni rozliczani ze swoich machlojek, kiedy wyjdą one na jaw. Chyba zostawimy ten przytyk bez głębszego komentarza, bo sie wstydzimy wyciągać brudy Watykanu i grzechy niejednego księdza, o których pisze raz i drugi prasa.
Najciekawsza jest jednak końcówka, którą warto zacytować:
"(...) Trudno jednak nie dostrzec, że jeśli Boga nie ma - to wszyscy przegramy. Życie jest zbyt krótkie, niesprawiedliwe i nasycone cierpieniem, by mogło się ono podobać (przynajmniej w swojej całości, bo każdy ma momenty zachwytu i ekstazy). Jeśli Boga nie ma - to nasze (moje) winy na zawsze pozostaną nieodpuszczone, a odpowiedzialność za innych nie będzie się miała o co oprzeć. Pozostanie pustka, smutek i samotność. Maskowane wierzeniem w rzeczy, w które wierzyć się zwyczajnie nie da."
I tak o to T.T zamienił się w naszych oczach z bezczelnego chama w małą płaczliwą istotkę targaną bólem i niepewnością egzystencji. Jeśli nie ma Boga, to przyznaje, że przegra swoje życie (my nie, więc niech się odpieprzy, a nie twierdzi , że my też). Życie jest dlań okrutne i niesprawiedliwe (no może trochę, bo są takie istoty, jak on, które trują miłością bliźniego i dobrocią Boga). I na koniec najlepsze: boi się, że mu winy nie zostaną odpuszczone.... Lęki i poczucie winy proponujemy po prostu mu poddać terapii, a nie opiece Boga, wtedy będzie raźniej i bardziej komfortowo w życiu.....
Etykieta: przeczytane, świry
2008/01/25
(Nie) Dajemy łapówki
Fascynującą rzecz wyczytaliśmy w Polityce:
Niesamowite, jak łatwo przestaje być łapówką ta sama kwota za załatwienie czegoś przed i po. Co Tu dużo pisać: dla połowy Bolaków nagle przestaje nią być! Nie zapłacę za załatwienie lewego pozwolenia na budowę, ale sowicie się odwdzięczę, jak je już na lewo dostanę.... Jakiś bezczelny aparatczyk nazwał to kiedyś "prowizją od sukcesu". Przynajmniej zarządzanie ryzykiem opanowano do perfekcji.
No i te prezenciki.... Dla zadziwiająco dla nas (o my dziwni) dużego odsetka, prezencik nie jest łapówą - prowizją od sukcesu, tylko zapewne dowodem wdzięczności. Zapewne chodzi tu przecież służbę zdrowia. Bo nikt pozwoleń na budowę nie załatwi za koniaczek. Cóż... Mamy nadzieję, że lekarzom szybko wzrosną pensje.... Zapewne nie zagrozi to tej kuriozalnej tradycji, a nikt już się nie ośmieli kupić gównianego koniaczku za 90 zeta, tylko trzeba będzie kupować co najmniej Henessy za minimum 1500. Dobrze wam tak, może wtedy zbrzydnie ;-)
Etykieta: obyczaje
2008/01/24
W upadłej Brytanii mordują polskie dzieci...
Ale co się okazało?
Co trzeba zrobić?
Pojechać na zabieg do Wielkiej Brytanii:
"Aż 31 tys. Polek dokonało w ub.r. aborcji w Anglii. To blisko 30 procent więcej niż rok wcześniej. (...) Dlaczego? Bo do 24. tygodnia ciąży zabieg można tam wykonać bezpłatnie. Zasady są proste: kobieta może pozbyć się dziecka, jeśli ciąża zagraża jej życiu i zdrowiu, może też to zrobić ze względów społecznych, np. kiedy się uczy lub jest w złej sytuacji materialnej" - donosi Polska.
Małym utrudnieniem jest to, że trzeba dostać ich numer ubezpieczeniowy czyli wyjechać na kilka dni i dostać pracę byle barze. Dla niektórych studentek to pewnie jednak łatwiejsze niż zapłacenie za legalny zabieg w Czechach...
I tak to po raz kolejny w historii zachodnie mocarstwa spiskują o wyeliminowaniu narodu polskiego i nie szanują świętości katolickich. A było tak pięknie, rocznie mieliśmy tylko kilka usuniętych ciąż w oficjalnych statystykach....
Etykieta: przeczytane
2008/01/17
2008/01/15
Pilna przesyłka ze Skarbnicy Narodowej

Pozdrawiamy,
My, Lud Polski
Etykieta: świry
2008/01/06
Katoprawica w natarciu
Przejdźmy od "aborcji wyrafinowanej" do zwykłej skrobanki. Janusz Kochanowski, Rzecznik Praw Obywatelskich/Nienarodzonych zamierza skierować do Trybunału Konstytucyjnego fragment dotyczący dopuszczalności przerywania ciąży ze względu na zagrożenie życia. "Rzecznikowi chodzi natomiast o to, że przepis nie precyzuje, co właściwie oznacza zagrożenie zdrowia kobiety ciężarnej. Skoro przerywanie ciąży jest w niektórych sytuacjach niekaralne, to warunki i tryb postępowania powinny być ściśle określone" - czytamy. Podobno chodzi o to, żeby nie naruszyć tfu "historycznego kompromisu", ale zrobić lepiej... Ciekawe czy Rzecznik, chciałby ustalić katalog kilku zagrożeń, kiedy można aborcję zrobić, czy może jeszcze większy katalog zagrożeń, które de facto nie są na tyle śmiertelne, że aborcji nie można zrobić... Zatem Alicja Tysiąc winna rodzić czy przerywać? Ze ślepotą można żyć i się modlić, czy jest to już wystarczająco duże utrudnienie, aby dostać... talon na aborcję?
Potem lesbijka napisała list do premiera... Też sobie wybrała adresata, jakby się spodziewała mądrości, odwagi albo wyrazistości, pomyśleliśmy sobie... No ale człowiek zdesperowany, powinien próbować... I co? Nie odpowiedział premier, tylko ryknął arcybiskup Życiński. Że są ważniejsze problemy i szkoda mu czytać... Tak są ważniejsze problemy arcybiskupie... Najbardziej palącą jest kościół jako nadzwyczaj uprzywilejowane zbiorowisko ludzi niedojrzałych, w tym pedofilów. Zaraz potem jest budowa kościółka w Wilanowie. Czy jak klechę wyzwać od ... to już będzie lżenie organów państwowych czy "tylko" obraza uczuć ?
No właśnie... Odnośnie budowy kościółka w Wilanowie. Nie świątyni, nie kościoła, tylko kościółka. Trochę okazalszej kapliczki właściwie. Jak zainteresowanym wiadomo, budowa kościółka stanęła z powodu braku kasy. Rząd PO chciałby kasę jednak dać... Tylko nie może, bo mu przepisy nie pozwalają na finansowanie budowli sakralnych... Wymyślono więc, że megalomańska Świątynia Opatrzności Bożej zostanie zmniejszona o jakieś 75% i zajmie jeden mały kąt w Wielkim Centrum Opatrzności, które jako budowla świecka - służąca celom kulturalnym, może być finansowana przez państwo. Człowiek myśli, że to takie ludzkie spady w tych sutannach i sejmach, a tu jednak widać mają główki na karku i kombinują... Aaa, jest i bonus. Fundacja, która zarządza budową ponadto nie składała rozliczeń finansowych. Klechy tłumaczą się, że nie wiedziały, że trzeba... Cóż my przestajemy składać PITy i domagamy się braku kary ich wzorem, bo również nie wiedzieliśmy, że trzeba...
Wyjątkowym tupetem w tej całej historii pochwalił się Pieronek, który na wieść o planowanej skardze na dofinansowanie budowy bezceremonialnie powiedział: "LiD nigdy nie miał sympatii dla żadnej świętości i może sobie szczekać". No i chyba prawdę powiedział. Ten, kto nie ma w Polsce sympatii dla takich świętości, może sobie szczekać i warczeć. Klecha jeden z drugim i tak są dobrze ustawieni, siedzą wysoko i nikt im nie zagrozi... Pozostaje nadzieja, że jak jeszcze raz i drugi rzygną coś o in-vitro albo zabiorą ZUSowi kasę na swoje świątynie, to się ten głupi naród obudzi i pójdzie w ślady Hiszpanii...
Update: Wiedzieliśmy, że chcąc oszczędzić sobie nerwów, o czymś zapomnieliśmy...
Voila, z pomocą przyszedł blog Ateoinfo, przypominając, że wiernym nie można popierać związku jednopłciowego.
"Bóg stał się dzieckiem, które potrzebuje rodziny - takiej rodziny, jaką Bóg ustanowił na początku stworzenia - "mężczyzną i niewiastą stworzył ich", aby podkreślić ważność ustanowionej przez Boga instytucji jaką jest rodzina" - mówił abp Nycz.
Trele - morele. Chyba mocne wino podano do barszczu... Nie problem, że to cytat wyrwany z kontekstu, całość jeszcze mocniej przypomina bełkot podpitej wróżki Zenobii. A jeśli trzymać się wersji wróżki Zenobii, to był Adam i Ewa, którzy spłodzili Kaina i Abla. Nie było to dobre rodzeństwo, więc nie wiem czy warto podawać ich przykład. Nie wiemy też z kim Kain zrobił sobie syna. Musiała być to matka albo siostra. Pogratulować. Idźcie i powielajcie, barany boże...
Stop pieprzeniu głupot....
Etykieta: świry
2007/12/28
Wielka obraza
Potem był papier toaletowy z Rossmanna:
Ptaka Shreka można zobaczyć tu. [kto kliknął, ten gej ;-)]
I takie to mieliśmy gwałty na moralności i uczuciach ostatnimi czasy. Trochę śmieszne, trochę straszne....
Etykieta: świry
2007/12/25
O pewnej tragedii
2007/12/23
AAA kobiety do gotowania szukam!
Początkowo pomyślałem, że zignoruję kretynkę. Potem chciałem odpisać, że "Dziękuję za życzenia, ale nie jest wielką tajemnicą, że mam faceta i żony nie szukam". Potem jednak stwierdziłem, iż nie tędy droga. Jeśli napiszę, że jestem gejem, to wyjdzie, że to ja jestem nienormalny i nie pasuje mi to, "o czym wszyscy marzą".... A tak przecież nie jest, to ona włazi z buciorami w moją prywatność pod płaszczykiem życzonek i bycia fajną i urządza ją według swojej wizji. W swojej wściekłości na nią, odpisałem ostatecznie owej pani psycholog bardziej jadowicie i wrednie w slangu branżowym:
"(...) ten aspekt Twoich życzeń odbieram więc jako projekcję Twojego Ja, a zarazem nieuprawnioną ingerencję w moją prywatność, na którą pozwolić nie mogę. Jest już kolejną tego rodzaju, w swojej nieświadomości ubraną tym razem w życzenia. Posiada ona głębokie znaczenie psychodynamiczne i pewnie byłoby dobrze, gdybyś nieco zadbała o siebie."
Morał dla gejów z tej historii jest następujący: idą święta, czyli składanie sobie życzeń opłatkowych czyli okazja dla wszystkich mam, tat, babć i cioć do świątecznego sączenia życzeniowego jadu "Żebyś wreszcie sobie znalazł..." Jeśli z przyklejonym uśmiechem posłuchacie raz, drugi i piąty roku jednego i drugiego, to nie zdziwi mnie, że będziecie czuć, że "bardzo z wami nie tak". Tymczasem to niekoniecznie z wami coś nie tak. Równie dobrze może być coś nie tak z otoczeniem, które wszyscy zwykli traktować jako normalne. Na przykład owa "koleżanka", o której kiedyś też już tu wspominałem, a która w ciągu roku zasugerowała małżeństwo trzem następującym po sobie kandydatom i wszystkich dookoła również zachęca do ożenku... Ja dziękuję za taką normę...
Morał dla dziewczyn jest inny: Zapewne nie wszyscy są tak zaburzeni jak tu opisywana, ale doprawdy trudno wymagać od mężczyzn, żeby przestali traktować was jak mięso i służące, póki same nie przestaniecie się tak traktować mniej lub bardziej nieświadomie....
Etykieta: idee
2007/12/21
Gloria, gloria, in excelsis Deo!
2007/12/19
Czym jest rodzina i związek?
Zachęcamy do udziału w ciekawym badaniu o rodzinach i związkach.
Aby wziąć udział, należy kliknąć na ten link, który przekieruje Was na stronę badania.
Etykieta: idee
2007/12/11
Polskie Pornowood, Pornowioska
Oto we wsi Miechów (małopolskie), po raz kolejny nakręcono pornola komórą. Produkcja trafiła do netu, czym wywołała spore zamieszanie, bo aktorka była niepełnoletnia... Cóż do sexu według prawa wystarczy mieć lat 15. 18-tki trafiają już do działu "mamuśki"...
***
W całej sprawie najbardziej przykre jest, że inna niepełnoletnia (nazwijmy ją szefową ds. dystrybucji) może za upublicznienie tego filmu trafić na 8 lat do paki... Rozumiem, że Zbigniew Ziobro zbił kapitał na zamykaniu ludzi, ale to poroniony pomysł, żeby wszyscy musieli przez kolejne osiem lat ponosić koszty jej tam utrzymywania. I przez kolejne 40 lat zrzucać sie na zasiłki socjalne (spowodowane tym, że jeśli z pudła nie wyjdzie jako prawdziwa, wyszkolona przestępczyni, to wyjdzie jako wrak człowieka bez realnej szansy na udany start w życiu). Może by tak nasi karniści się opamiętali i napisali kodeks karny, w którym za głupotę pracuje się obowiązkowo na rzecz społeczeństwa, a dopiero za ciężkie przestępstwa idzie siedzieć...
Etykieta: idee, społeczeństwo
2007/12/10
Depesza z Australii: podatek od nadmiernych dzieci
Możemy wymyślą jeszcze kilka w stylu: "Dzietność naszą nadzieją". Albo takie a'la ksiądz z ambony: "Płodność= godność". Młode damy już niektórzy straszą islamitami, którzy przyjdą i nas zaleją. Tymczasem tam, gdzie ludzie chodzą do góry nogami chcą nałożyć podatki na ponadnormatywne dzieci. Z niedowierzaniem czytamy:
"Pary, które mają więcej niż dwójkę dzieci, powinny do końca życia płacić specjalny podatek za dodatkową emisję dwutlenku węgla - proponują australijscy lekarze"
I tak przerażeni, na wpół zakrywając oczy, czytamy dalej:Australijscy lekarze w specjalistycznej gazecie "Medical Journal of Australia" wezwali do nałożenia na rodziców 5 tys. dolarów opłaty za każe dodatkowe dziecko po drugim, a oprócz tego - o zwiększenie ich rocznego opodatkowania takich par o 800 dolarów. - Dodatkowe wpływy do budżetu powinny być przeznaczone na sadzenie nowych drzew, by wynagrodzić szkody ekologiczne, spowodowane przez kolejnych, pojawiających się na świecie ludzi - piszą w artykule specjaliści.
Dobre, nie?
Etykieta: przeczytane, świry
Źle się dzieje w PiS
"Przeżyłem tam [na kongeresie] szok. Poziom serwilizmu był zatrważający. Wszyscy występujący prześcigali się w peanach na rzecz prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To był żenujący spektakl niemający nic wspólnego z dyskusją. Jeśli ta partia ewoluuje w tym kierunku, to jest to coś strasznego."
No i tu powstaje pytanie... Jak otumanieni musieli być ci ludzie, że dopiero teraz byli w stanie wpaść na tę "oczywistą oczywistość"... Wcześniej, to niby tego serwilizmu w PiS nie było?
Przypominamy, że jedyną szansę na karierę u boku wielkich malutkich jest serwilizm. Można przypuszczać, że wiedział o tym nawet Ludwik Bura Suka. Tylko, że miał ten atut, że jest w posiadaniu cennych informacji:
Jeżeli Kaczyńskiemu nie uda się złamać solidarności byłych zastępców, a po takim [10 delegatów, ale 77 się wstrzymało, a 50 było przeciw] wyniku kongresu jest to mniej prawdopodobne, będzie musiał pogodzić się z całą trójką. Ewentualne odejście Dorna, który bardzo dużo wie o kulisach działalności PC oraz PiS, mogłoby być dla Kaczyńskiego poważnym zagrożeniem - mówi "Newsweekowi" jeden z polityków PiS, kojarzony z buntownikami.
Pytanie: co zrobi wódz? Podpowiedź: z historii wiemy, że prawdziwi przywódcy sięgali do sprawdzonej metody pozbycia się niewygodnych elementów w niewyjaśnionych okolicznościach... Gdyby to był Wassermann mógłby mieć na przykład spięcie w swojej słynnej wannie. A co zrobić z Dornem? Suka mu się wścieknie?
Etykieta: przeczytane, świry
2007/12/07
Tekst tygodnia: lepszy sexklub niż Polacy
Nie mamy nic do dodania w tym temacie. Ale chcielibyśmy jeszcze napisać przez weekend o Patrycji Koteckiej - Patti Coti, jak ją nazywają "pieszczotliwie" jej podwładni, samolotowej zamiast pieszej pielgrzymce do Watykanu Donka i licznych wiceprezesach PiS.
Etykieta: przeczytane
2007/12/06
Śmieci to nie nasz problem
O ekologii na tym blogu nie było jeszcze ani słowem. Tymczasem zagadnienie jest ciekawe i uwagą publiczności nieskażone... Na przykład tacy radni w Łodzi chcieli zakazać używania toreb foliowych. Z jednej strony rzecz wręcz niewyobrażalna, jak się obejść na zakupach bez foliówki. Z drugiej, ile ich sie bezcelowo zużywa i ile można by używać... W końcu pakowanie każdego kupionego warzywa i każdego rodzaju owoców w oddzielne torebki to naprawdę przesada i pozorna wygoda. Ale kiedy mówimy straganiarzom, że nam osobiście nie trzeba tylu tych toreb, wystarczy wrzucić w jedną, to robią takie oczy, jakby nie rozumieli... Pomysł Łodzian nawet nam się spodobał.... Może nie aż w tak radykalnej formie (w końcu czasem też kupuje się cieknące i śmierdzące ryby), ale warto sprawę przemyśleć i uregulować.... Jakoś rynek sam z siebie, nieregulowany działa na szkodę, chociaż oddaloną w czasie. Może symboliczna opłata obowiązkowa za każdą torbę, żeby ograniczyć ich pobieraną ilość do rozsądnego poziomu? A może torby z papieru makulaturowego? Taki mały powrót do PRLu, kiedy reklamówki przysyłała rodzina z zagranicy....
Jeszcze ciekawszym zagadnieniem są butelki typu PET. W wielu krajach Europy jednorazowe butelki plastikowe to stosunkowo rzadkie opakowanie (zazwyczaj dla małych pojemności), a dominują butelki zwrotne. I wcale nie jest to jakiś przeżytek, tylko sposób ograniczenia odpadów... Czy jest jakieś wytłumaczenie, dlaczego takie butelki zniknęły w Polsce, jeśli pominąć lenistwo i niedbalstwo Polaków i chęć łatwego i szybkiego wzbogacenia producentów?
W ogóle recycling to ciekawe zagadnienie w naszym kraju. W naszym bloku na przykład od jakiegoś czasu stoi oddzielny kontener na śmieci podlegające powtórnej obróbce. Jeden na wszystkie (papier, szkoło, metal, plastik), ale jest. Opróżnia go oddzielny samochód i wywozi do sortowni. I co? Jesteśmy jednymi z kilku lokatorów (na 56 mieszkań), którzy z dodatkowego pojemnika korzystają... Reszta chyba nie zamierza się kłopotać wrzucaniem tam choćby gazet i butelek. Dodamy, że w bloku mieszkają tak zwani ludzie na poziomie, a do pojemnika nie trzeba zrobić ani jednego kroku więcej niż do pozostałych kubłów...
Etykieta: idee
2007/12/04
Nie czytają
Może szczęśliwy ten, kto nie czyta gazet... Dlaczego? Człowieka zaczynają absorbować wtedy rzeczy małe (Kowalscy spod trójki kupili telewizor, a Nowaka odwiedzają dziwni ludzie) i robi mu się dobrze. A właściwe może nie dobrze, ale nie-źle, wszystko jedno. "Stara bieda", jak to się mówi. I nie obchodzą go ordynacje, koalicje i stabilizacje. Małe rzeczy natomiast zmieniają mu się w sposób niezauważalny...
Czy można powiązać jedno z drugim? Czy będzie nadużyciem teza , że skoro się nic nie czyta, a Wiadomości i inne Fakty przypominają telewizyjny tabloid, to człowiek żyje w świecie własnego M, jest mu wszystko jedno, co dalej niż za miedzą i generalnie zwisa, póki nie przekłada się bezpośrednio i odczuwalnie na osobistą szkodę lub wygodę? Bazuje na sile tradycji (bo tak było zawsze i o tym czytać nie trzeba), a świat się kończy mu się na zieleniaku, w którym stara bieda...
Etykieta: idee


