[scan można otworzyć powiekszony w nowym oknie]

Mało?
Naukowcy odnaleźli dowody, że kocię wychowywane przez pederastów przejawia zboczone zachowania: nie wie nawet jaką pozycję wypada przybrać na fotelu! Nie chcemy myśleć, co będzie, kiedy pod ich wpływem masowo znajdą się dzieci.
KIK
Ps. Zauważamy, że za taki esej postawiono 2+ (mierny), a nie 1 (niedostateczny). Za naszych czasów edukacja wyglądała inaczej. Pewnie nauczyciele nie byli tak spedaleni.
Ps 2. Apdejtujemy Majową promocję
Faktycznie,chęć nieniszczenia poczucia własnej wartości u dziecka, wzięła chyba górę nad wymogami pedagogicznymi :)
OdpowiedzUsuńNo tak, ale dziwi Was to? Przecież oczywiste było, że to wszystko do tego doprowadzi. Mam 22 lata i nie pamiętam, aby za moich czasów w podstawówce któreś dziecko miało papiery na dysleksje. Teraz ma je prawie każdy. I nie neguję tu faktu, że ułatwia się życie chorym dzieciakom. Problem polega na tym, że kiedyś, jak dzieciak miał problemy, to dostawał parę jedynek, rodzice się o tym na wywiadówce dowiadywali i zmuszali dzieciaka do nauki, aż w końcu się nauczył (choć mogło to być dla niego trudne). Dziś rodzice prawie z dumą przechwalają się, że ich dzieciak ma papier potwierdzający jego chorobę. Jeśli dzieciak jest leniwy i nie jest na tyle zdolny, żeby za pierwszym razem wszystkiego się nauczyć, to się załatwia papierek...
OdpowiedzUsuńZ matematyką jest dokładnie tak samo. Zauważcie, że jeśli dziecko nie umie zrobić zadania, to nigdy nie jest to wina dziecka. To na pewno nauczycielka się uwzięła i wymaga strasznie trudnych rzeczy... "A w ogóle, to po co ta matematyka mojemu dziecku"...
Tak trzymać, a za parę lat się przekonamy, do czego to doprowadzi...
doodge: zgadzam się z Tobą do pewnego stopnia z matematyką. Uważam, że jej okrojenie w programach czy przesunięcie w stronę przedmiotów fakultatywnych jest zamachem umiejętnośc precyzyjnego myślenia i rozumowania, nie wspominając już o szansy na rozwój społeczeństwa opartego na IT. Uważam jednak, że źle się jej uczy w szkołach (a przynajmniej uczyło). Ładuje się niepotrzebną wiedzę zamiast uczyć liczyć i transferować tę umiejętność na inne obszary matematyki i generalnie działania podobne. Mnie uczono w liceum analizy matematycznej, całków, równań wielostoopniowych, kiedy mi potrzebne proste umiejętności (a te były po łebkach, bo trzeba iść dalej z programem), bo analitykiem nie jestem. Takie rzeczy powinny być dopiero na studiach, kiedy dalsze kształcenie jest świadomym wyborem, a podstawy ma się opanowane do biegłości i tak wyćwiczone, że nie powodują niechęci. Tymczasem mamy dwie lekcje katechezy i ze 4 matematyki zamiast 6.
OdpowiedzUsuńCo do papierów to widze to tak, że dzieci nastawione na pisanie z edytorem tekstu i doświadczanie rzeczywstości przez doznania obrazkowe, a nie lekturę po prostu tracą umiejętność opiswania rzeczywistości słowami. Cóż zagonienie dziecka do pracy wymaga tez dyscypliny od rodziców. Lepiej więc mieć papierek.
Zgadzam sie z doodge i KiK-ami (wyjatkowo, niech sie nie przyzwyczjaja!). Zdecydowana wiekszosc bledow robionych przez dzieciaki, to zwyczajne lenistwo a nie dysgrafia, dysleksja, dysortografia, czy inne dys... Glownie rodzice za to odpowiadaja (choc szkoly tez nie sa bez winy), ale to wynika ze zbyt wielu czynnikow, by dac prosta recepte: brak czasu, brak myslenia perspektywicznego u rodzicow, drogie ksiazki, wygodnictwo, brak autorytetow i 100 innych rzeczy.
OdpowiedzUsuńA tak przy okazji z pamietnika mlodego (kiedys ;)) nauczyciela:
- Co to sa ptaki? To takie zwierzeta, ktore maja jaja :)
- Meteorolodzy dwa razy dziennie wychodzą, żeby sprawdzić swoje narządy :)
- Nie bede z toba polaryzowal ;)
To teksty moich ex-uczniow. A zeby trzymac sie konwencji braku umiejetnosci Burakow, to napisze, ze to sa autentyczne fakty, ktore wydarzyly sie naprawde ;)