

Cóż to za niebanalne miasto :-)


formalizować nasz związek. Nawet jeśli ironia losu sprawiłaby, że tylko takie byłyby uznawane i rozpoznawane. Cóż nie potrzebujemy ślubu duchowego, tylko kontraktu prawnego. Duchowy załatwiliśmy sami, co widać na załączonym obrazku. Rozumiemy natomiast autentyczną potrzebę wiary, stąd nie dziwi nas, że bohaterki mimo tylu przeciwności zdecydowały się znaleźć kościół taki czy śmaki, który zadośćuczyni ich potrzebie duchowej. I to nie jest hucpa. Hucpą są dziesiątki i setki tradycyjnych, polskich, katolickich ślubów udzielanych cotygodniowo. Bo sami zainteresowani mają głęboko w dupie przez całe lata Kościół i jego nauczanie. Czasem co najwyżej przyjmą po kolędzie księdza (bo nie wypada nie), aż tu nagle w rozkładzie tygodniowym pojawiają się nauki przedmałżeńskie, załatwianie kościoła, spowiedź i wszystkie te duperele, bo tak trzeba, bo mama i tata chcą, bo co rodzina powie, bo przecież wszyscy tak robią. To dopiero jest hucpa przez duże H, ten najświętszy sakrament. Z tej okazji pozdrowienia dla M. i R., którzy oświadczyli, że rodzice nie muszą przyjeżdżać na ślub, jeśli uroczystość tylko w urzędzie stanu cywilnego im nie odpowiada.